Dlaczego jeszcze się nie zabiłem?

Dlaczego jeszcze się nie zabiłem?

Każdy prędzej czy później w swoim życiu myśli o samobójstwie. Wypadałoby się zastanowić dlaczego jeszcze żyję, bo już nieraz kombinowałem jak tu odebrać sobie życie.

Jest zajebiście, wszystko gra

Żyjemy w kraju, w którym przyznać się do tego, że nie jest kolorowo można stosunkowo łatwo. Takie tam nasze polskie narzekanie. I niby wszystko gra – Polak, który nie narzeka to jakby nie z naszej gliny jest ulepiony. Na ćwiekaczu przeczytałem u kogoś, że u nas przeciwnie do Amerykanów, powinniśmy się witać: Cześć! Co u Ciebie niedobrego?. Niestety i ja padam czasem ofiarą nadmiaru dziadostwa otaczającego mnie świata. Kiedyś uśmiechnąłbym się i szukał pozytywów. Aktualnie doszedłem do etapu, w którym zastanawiam się jak stąd spieprzać i chronić siebie, a to już jest dla mnie sygnał, że miarka się przebrała.

Co mi rozpieprza ekosystem?

Jestem prosty w obsłudze i często głośno to powtarzam. Wkurwiają mnie też proste rzeczy: brak empatii, brak akceptacji, głupota, głuchota, bezmyślność, mentalna zaściankowość, egocentryzm i strach przed innym. Krótka lista wybojów i dziur w mojej drodze życiowej, której łatanie jest syzyfową pracą. Co jakiś czas drogę tę przecina przepaść, głęboka na 100 tysięcy km. Nazywa się DEPRESJA. Za każdym razem, gdy buduję most, by przebrnąć przez tę gównianą przeszkodę – znajduję wielu życzliwych inaczej, którzy czekają aż się wpieprzę w ten DÓŁ.

Im głębiej, tym lepiej

Lubię spotykane na drodze depresje, poważnie. Za każdym razem, gdy na nie trafię, nawiązuję kontakty z nowymi budowniczymi, specjalistami od mostów, kładek i trapów. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie – mówi staropolska mądrość, dlatego warto w tej biedzie czasem się pobabrać, byle świadomie. Okazuje się wtedy, że tych takich do rany przyłóż jest niewielu (a w najgorszym wypadku – nie ma żadnego!). Wszystkie pasożyty nagle przerzucają się na inne ofiary i cudnie się patrzy jak spijają krew (Kołek na wampiry), a ja w tym czasie zasuwam z budową swojego mostu do kolejnego etapu gry.

Nieraz miewałem myśli, by ze sobą skończyć, zostawić ten cały burdel i przestać walczyć o porządek. Wymagam od siebie bardzo dużo, jestem dla siebie surowy, nie głaszczę się i nie opatulam ciepłym różowym kocykiem. Dlatego bywa trudno, pojawiają się chwile słabości i zwątpienia, brak szans na wiatr w żaglach. Wtedy wbijam się głęboko w ziemię i mam w dupie cały świat, uciekam, ale tylko na chwilkę, bardzo krótką. Wtedy wzbiera we mnie siła i moc. To prawie jak dotknięcie niezwykle twardego dna, spojrzenie w górę w kierunku światła nadziei, by lekko ugiąć kolana i z cynicznym uśmiechem wybić się tak mocno, że nikt nie może Cię powstrzymać.

Dlatego jeszcze żyję, dlatego nie umrę, dlatego się nie zabiję. Mam za silne kolana, ciągle nieugięty przed rzeczywistością kark i pałam wielką miłością do masochizmu zwanego życiem. Żaden z Was mi tego nie wybaczy, ja codziennie sobie muszę.

photo credit: Shermeee via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • G

    Źródeł depresji można się doszukiwaćw każdym aspekcie życia. Wszystko zależy od psychiki człowieka. Dla niektórych błachostka, może być gwoździem do trumny innego. Mam 21 lat, a depresja nie jest mi obca. Ale ktoś mądry, kiedyś zaśpiewał że „w życiu piękne są tylko chwile” i tylko to mnie utrzymuje przy życiu. Dla tych dobrych chwil warto żyć. A złe? Każdy ma lepszy lub gorszy sposób odreagpwywania. Jedni piją, inni palą, inni uciekają w sport, wir pracy, sex, narkotyki czy kompulsywne jedzenie. Ale czy to coś złego?

  • Ja Ci tez, a co :P :)

  • ninja

    Mam już na to wszystko wyjeb..e coraz częściej o tym myślę nie mam dzieci żony więc nic mnie tu nie trzyma dziwne jest to że zastanawiam się co będzie potem z tym wszystkim skoro już po tym nic mnie to nie będzie obchodziło…i czy nieba piekło czyściec istnieje nie wiem może to wciskana ściema ludzie nauczyli się sami się pocieszać że po tym życiu będzie coś! albo kolejne życie… nie wiem prawdę mówiąc nie interesuje mnie jedyne co wiem że istnieje to ból… zawsze wybierałem drogę z górki oby to wszystko trwało jak najkrócej i nie bolało…

    • Szczerze to jeśli chcesz – Twoje życie całe będzie boleć. Jeśli chcesz. A co po śmierci? Nie wiem, dowiem się jak umrę. Dam znać ewentualnie, nawiedzę Cię jakoś w nocy czy jak. Non omnis moriar na szczęście. Wybrałem drogę pod górkę, żeby to jak najdłużej trwało :) Co kto lubi.

  • rozsądna

    Żyję już dobrze ponad czterdzieści lat, ale nie miałam nigdy depresji. Nawet wtedy, gdy byłam bliska utraty wszystkiego, czego się dorobiłam z mężem, nie załamałam się tylko zacisnęłam zęby i wzięłam się do roboty, żeby zapewnić szczęśliwe życie swoim dzieciom i znaleźć rozwiązanie problemów. I udało się. A nie szukałam pocieszenia i wsparcia u nikogo, bo nie chciałam, żeby rodzice czy teściowie się martwili naszymi problemami, a nieżyczliwi znajomi mieli frajdę.
    Ale moje życiowe motto to „dla chcącego nic trudnego”. I tego uczę swoje dzieci – że zawsze jest jakieś wyjście, trzeba tylko się skupić i je znaleźć, a rozczulanie się nad sobą w niczym nie pomaga tylko osłabia wolę walki.

    „Jeśli myślisz, że coś możesz lub że czegoś nie możesz, za każdym razem masz rację” (Henry Ford)

    Bo wszystko – i sukces i porażka- zaczynają się w naszych głowach.

    I dlatego o to, co jest w tych głowach trzeba dbać, nie zaśmiecać ich byle czym, poukładać sobie priorytety i trzymać się ich. Jak ktoś jest singlem to sam dla siebie powinien być najwyższym priorytetem – polubić siebie, szanować, dbać o swoje dobro. Takie pozytywne nastawienie wysyła w świat pozytywne wibracje, które pomogą nam przyciągnąć do siebie bratnią duszę.
    Jak ktoś ma rodzinę to ona powinna być priorytetem, bo dzieci to nasza nadzieja na nieśmiertelność, a partner może być podporą starości.

    • Problem w tym, że depresja nie jest zależna od rozczulania się nad sobą. Po pierwsze należy odróżnić depresję od dołków, a po drugie – bardzo często osoby cierpiące na depresję przez bardzo długo tłumią wszystko w sobie i dopiero skumulowane objawy i emocje doprowadzają do tragedii. Osoba z depresją potrafi naprawdę długo udawać (lub starać się udawać) że wszystko jest super, że nic się nie dzieje, że te dziwne objawy (zmiany zachowania, chudnięcie, itp) to po prostu wynik zmęczenia lub przepracowania. Depresanci potrafią zasłaniać swoją chorobę tysiącami argumentów, aby tylko nie zmagać się z ogromnym poczuciem winy wywołanym tym, że potrzebują pomocy. Chętnym polecam tekst z wypowiedziami osób chorych: http://hattu.pl/depresja-temat-tabu/ . Czasem zbyt łatwo generalizujemy i oceniamy…

  • Pingback: Lista moich ulubionych blogów pisanych przez… mężczyzn. | Potwory Wózkowe()

  • Przeczytałam. Rozwaliłeś mnie tym tekstem. Tylko tyle.

  • Każdy zalicza doła od czasu do czasu. Ale ja bardzo często myślę sobie wtedy, że nie mogę się zabić, bo mam za dużo obowiązków. Obowiązków „formalnych”, ale i obowiązków „nieformalnych” – wobec moich najbliższych. Mam świadomość tego, że moja śmierć sprawiłaby ból grupie ludzi, na których zależy mi najbardziej i właśnie ich od bólu chciałabym uchronić.

    • Dotykamy sedna – czy potrafimy żyć dla siebie?

      • Dokładnie, oto jest pytanie. Zawsze wydawało mi się, że ludzie są jednak gatunkiem stadnym i bardzo dużo nas wiąże z naszym otoczeniem.

        • Za dużo, dlatego jest tyle zaburzeń własnej tożsamości, ponieważ kojarzymy ją z naszym otoczeniem. Wyobraź sobie, że nie będziesz miała dla kogo żyć, że nikomu nie zadasz bólu jeśli znikniesz. Dla kogo wtedy żyć, jaki mieć cel, jak przeżywać dołki? :) Cenię sobie rodzinę i przyjaciół, ale w kwestii tego, czy chcę żyć dalej powinno według mnie decydować to, czy ja chcę żyć dalej i lubię siebie, bez względu na to, czy wszyscy wokół mnie nienawidzą.

          • Otóż to. Wydaje mi się, że gdybym została sama, to jednak żyłabym dalej. Mimo że często dopada mnie jakiś dół, to nawet w najgorszych momentach tli się myśl, że jestem za fajna, żeby mnie tu zabrakło ;)

          • A ja myślę, że ja mnie zabraknie to może ktoś tego nie zauważyć nawet, bo nie ma w grafiku wpisanej pozycji „pogrzeb Muszkietera”, nie przypomni mu o tym sms, mail lub powiadomienie o śmierci na fejsie. Czy jestem fajny? Nie. Bywam fajny, ale na fajności mi w życiu już nie zależy. Dlatego żyję :)

  • Kilka miesięcy temu zaczęłam podejrzewać, że jedna z moich bardzo dobrych znajomych ma depresję. Kilka dni temu przyznała się do tego, że boi się sama iść do lekarza po pomoc, a jest w strasznym stanie, do tego stopnia, że nie wychodzi nawet z łóżka. W środę idę tam z nią.
    Zazdroszczę i podziwiam Cię za siłę, którą masz żeby walczyć z tym samemu. Ja obserwuję to tylko z boku i czuję jak mnie to przerasta, nie wyobrażam sobie walczyć z czymś takim samotnie.

    • Ja nie mam depresji, tylko dołki co jakiś czas i nauczyłem się je akceptować jak się pojawiają. Wtedy opadam sobie spokojnie na dno, by wywalić w górę. Robię to z taką mocą, że nagle okazuje się, że jestem wyżej niż w poprzednim dobrym stanie. Takie twórcze działanie dołków :)
      Koleżance życzę powodzenia – ustrojstwo jest trudne do zwalczania, ale to możliwe, więc keep goin’! Ważne, że zauważyłaś i pomagasz, bo to najtrudniejsze w społeczeństwie, gdzie narzekamy, ale przed wszystkimi trzeba pokazać sztuczną zajebistość.

      • Właśnie tego zazdroszczę- „kreatywnych dołków” ;)

        • Pamiętaj, że istnieje pozytywna zazdrość, która nakręca do zmian :)

  • Wszystko, co chciałabym tu napisać, zabrzmi głupio w porównaniu z tym tekstem.

  • Czemu ja żyję? Bo mi szkoda samochodu, serio. Zaliczam depresje, nie często, bo długie są. Nie umiem już bez tego do końca funkcjonować. To nie masaochizm, to już weszło mi gdzieś w krew.

  • Powiedziałeś mi na BFG, że czasem czytasz takie teksty, gdzie nie wiadomo co dopisać, co dodać do słów autora, ale jednak dajesz znać w komentarzu, że przeczytałeś. Więc daję znać i ja. Bo mam wrażenie, że to tekst dla Ciebie ważny.

    • Są tematy, które się omija, bo trudne, krzywo się na nie patrzy, nie mówi głośno, a ludzie wokół nas się zabijają, bo my nie widzimy jak cierpią. Gdzie ta wrażliwość na drugiego człowieka? Nie ma, w dupie mamy, bo tylko nam ma być dobrze. Ja nie boję się o tym pisać, wręcz uważam, że za mało o tym w internecie. Wiesz, taka misja ;)

      • Zabawne, bo tuż przed Twoim tekstem czytałem wpis Wittaminy o pozytywnym myśleniu. I tak zastanawiam się teraz – jak połączyć dobre myślenie z dostrzeganiem prawdziwego cierpienia? Jest dobrze, jest pięknie, wszystko mi się udaje – bardzo fajnie o tym mówić, bardzo fajnie się nakręcać w ten sposób, ale czasem okazuje się, że to tylko maska. Jak wyznaczyć granicę między pozytywnym nastawianiem, a mówieniem o tym, co uwiera i boli?

        • Mówieniem szczerze, że tak się wtrącę, o swoich odczuciach. Możemy narzekać i się żalić i wtedy opowiadamy, jak nam źle, o cierpieniu. Do tego warto mówić o tym, co nas cieszy, choćby drobnostki, bo to ludzie próbują przemilczeć.

        • Granice? A po co? Nie dam Ci złotego przepisu na równowagę – wątpię, by ktokolwiek go znał. W moim muszkieterskim łbie jednak tli się nadzieja na to, że wystarczy być uczciwie szczerym dla swojego otoczenia – boli Cię? Powiedz. Cieszysz się? Powiedz. Chcesz wsparcie – poproś o nie. Chcesz, żeby wszyscy spieprzali – wykrzycz im to. Żyj, bądź człowiekiem, prawdziwym, nie sztucznym, a równowaga przyjdzie do Ciebie nieproszona :)

  • Joli

    Niezwykle szczery tekst. Widac, po tym co napisałeś, że jesteś typem wojownika i przy okazji trochę idealistą a tacy w życiu z górki raczej nie mają, bo idealista walczy zazwyczaj z wiatrakami. Mówię, to z własnego doświadczenia.
    Taki cyctat rzucił mi się dzis w oczy: „kto urodził się melancholikiem, sączy smutek z każdego wydarzenia”.

    • Melancholikiem raczej bywam, bo nie jestem. Smutek dostarcza czasem więcej radości niż pusty śmiech z byle czego ;), a jeśli chodzi o idealizm – jestem idealistą i optymistą umiarkowanym.