Dla takiej muzyki można podpisać cyrograf - Iza Kowalewska, płyta Diabeł mi cię dał

Dla takiej muzyki można podpisać cyrograf - Iza Kowalewska, płyta Diabeł mi cię dał
Ocena5
  • Muzyka
  • Teksty
  • Kreatywność
  • Technika

Mia­łem pra­co­wi­ty dzień, więc dla luzu posta­no­wi­łem odpa­lić w prze­rwie nową pły­tę, któ­ra nie przy­cią­gnę­ła mnie ani okład­ką, ani zna­nym nazwi­skiem. Nie wiem czy mój anioł stróż maczał pal­ce w spra­wie, ale Dia­beł mi cię dał Izy Kowa­lew­skiej to ist­ne cudo!

Prze(d)stawiamy się?

W dobie kre­owa­nia wła­snej mar­ki Iza posta­no­wi­ła powal­czyć o swo­je nazwi­sko. Do tej pory ukry­wa­ła je w zespo­le Muzy­ko­te­ra­pia - świet­nym pro­jek­cie, któ­re­mu kibi­cu­ję od począt­ku ist­nie­nia. Gdy pierw­szy raz usły­sza­łem Wino­bra­nie, zachwy­ca­łem się jego suro­wą for­mą i tera­peu­tycz­ny­mi wła­ści­wo­ścia­mi.

Póź­niej przy­szedł czas na utwór Kome­dia, któ­ry zwa­lił mnie z nóg. Oprócz lek­ko chra­pli­we­go gło­su Izy band zaser­wo­wał prze­pięk­ny obraz i nie dało się przejść obok nie­go bez dresz­czy na ple­cach. Nie spo­tka­łem się z tak suge­styw­nym spo­so­bem udźwię­ko­wie­nia i zobra­zo­wa­nia spo­koj­ne­go bez­gło­śne­go krzy­ku bez­sil­no­ści, bez­na­dziei i kome­dii, któ­rej bli­żej do tra­gicz­nej far­sy. Mimo tak dobrych pro­duk­cji zespół cią­gle sie­dział w niszy. Dla­cze­go? Nie mam poję­cia.

Czas na solo

Nie wiem dla­cze­go Iza chcia­ła nagry­wać solo, ale to nie jest istot­ne. Wypu­ści­ła prze­my­śla­ną muzycz­nie, prze­pla­ta­ną barw­ny­mi tek­sta­mi i wokal­nie ide­al­ną pły­tę. Na tym krąż­ku nie ma ani jed­nej nie­po­trzeb­nej nut­ki. W opa­rach jaz­zu, gro­te­ski, papie­ro­so­we­go dymu i cie­płej baro­wej trąb­ki na sce­nę wstę­pu­je nie­spo­ty­ka­nie sil­na, doświad­czo­na kobie­ta. Wita­na jest głod­ny­mi spoj­rze­nia­mi, choć mro­zi wzro­kiem i zda­je się być tajem­ni­cą nie­od­kry­tą, któ­ra chce taką pozo­stać. Mnie uda­ło się z nią spo­ufa­lić od pierw­sze­go usły­sze­nia. Powie­dzia­łem sobie Car­pie Diem i już nie było odwro­tu. Spę­dzi­li­śmy razem nie­ca­łą godzi­nę, ale zosta­łem zauro­czo­ny. Dowie­dzia­łem się, że Iza świet­nie tań­czy z męski­mi chro­mo­so­ma­mi sen­su­al­ne Tan­go D N A. Nie zna­łem tej tanecz­nej tech­ni­ki, dla­te­go tym bar­dziej zasta­na­wia­łem się skąd ta kobie­ta się wzię­ła? Może z kosmo­su? Kto mi ją nadał? Oj Iza, Iza, Dia­beł mi cię dał.

Mimo sko­ja­rzeń z sza­tań­skim nasie­niem pły­ta Kowa­lew­skiej to dzie­ło anio­ła z brzy­twą w gło­sie. Zda­rza­ło mi się tra­fić na tępy egzem­plarz tego wspa­nia­łe­go narzę­dzia, ale w wypad­ku Dia­beł mi cię dał mamy do czy­nie­nia z pro­fe­sjo­na­li­zmem w gole­niu dam­sko-męskich spraw zarów­no dźwię­kiem, jak i sło­wem. Iza roman­su­je z Tobą przez całą pły­tę, a kie­dy jesteś już gotów popro­sić ją o numer tele­fo­nu, nagle zni­ka i pozo­sta­wia nie­do­syt. Takie zacho­wa­nie potra­fi dzia­łać na ner­wy, ale każ­da praw­dzi­wa kobie­ta wku­rza face­ta. Istot­niej­sze jest to, że w woka­lu ser­wo­wa­nym przez Izę nie­je­den się zatra­ci i na wła­sne życze­nie pozwo­li opleść magicz­ną nicią przy­wią­za­nia. Mnie też nie uda­ło się uciec i chcąc nie chcąc zosta­łem uwię­zio­ny. Na szczę­ście to jed­ne z naj­przy­jem­niej­szych sideł, w któ­re dałem się świa­do­mie zła­pać.