Dla niezrozumianych #widzecie

Dla niezrozumianych #widzecie

Walentynki co roku wyglądają tak samo i co roku również powodują u mnie mieszane uczucia. Niezmienne jest to, że czerwone serduszka mają głębszą wymowę.

Miłość „nienormalna”

Każdy z nas ma potrzebę kochać i być kochanym. Gorzej, jeśli okaże się, że kochać nie potrafimy, że nasze kochanie jest jakieś nietypowo „uszkodzone”. Za pomocą Św. Walentego tę miłość możemy wyrazić – dać czerwone serduszko 14 lutego i zamknąć temat. To wydaje się takie normalne. Co jednak z miłością „nienormalnych”?

Trzeba by zacząć od korzeni, czyli od Walentego. Krążą o nim legendy, że w więzieniu, do którego został wtrącony za nie przestrzeganie zakazu udzielania ślubów mężczyznom w wieku poborowym (byli najlepszymi kandydatami na legionistów). Tam ponoć się zakochał nieszczęśliwie w niewidomej córce strażnika, do której wysłał jedyny list. Dziewczyna odzyskała wzrok dzięki jego wielkiej miłości, a Walenty stracił głowę, bo całe zajście nie spodobało się cesarzowi.

Po takiej nieprawdopodobnej historii dziwne nie jest, że Walenty stał się patronem ludzi „szalonych”.

„Inni” też kochają

Sam przeżywałem depresję. Pisałem o tym szerzej już wcześniej. Byłem świadkiem wielu nieciekawych wydarzeń i zastanawiam się cały czas, czy osoby chore psychicznie mogą normalnie funkcjonować w naszym społeczeństwie, wydawałoby się otwartym na związki partnerskie, ale zamkniętym na inność. Jak kochają Ci „inni”? Czy mają prawo do normalnej miłości, a może dokładniej, czy ich miłość zostanie uznana kiedykolwiek za normalną?

Nie jestem Świętym Walentym i dziś nie odpowiem na te pytania, zresztą i mnie trudno jest sobie na nie odpowiedzieć, bo mój głos jest jeden na pustyni niezrozumienia, która przewala się nie tylko przez internet, ale dotyka wielu sfer życia społecznego i rodzinnego.

Cieszą zatem inicjatywy „zdrowych”, by pomóc chorym kochać i wyrażać tę miłość. Jedną z nich jest #widzecie promowana przez portal Deon.pl, w którą włączam się i ja.

Wiem co to znaczy smutek bez dna. Wiem również co zrobić, by ze smutku wyjść. Wiem takze, że smutek jest niczym w zderzeniu z miłością. Może dlatego Walentynki nie kojarzą mi się z czerwonymi serduszkami, a bardziej z przypomnieniem o tym, że każdy ma prawo do miłości. Szalonej, niezrozumiałej, dzikiej i przemijającej. Jakoś nie chcę wchodzić w dysputy filozoficzne, kiedy miłość można określać jako prawdziwą. Nie o to tu chodzi.

Prawdziwa po prostu jest, nawet jak zdaje się, że nic już nie ma. Ona wytrzymuje, bo jest odporna na tarcie życiowymi przygodami.

Chciałbym, aby każdemu dostawało się po równo. Nie, że jednemu wszystko, drugiemu nic. To takie niesprawiedliwe. Co gorsze wielu tych, którzy nie mają narzędzi lub nie są w stanie ich obsłużyć wyrzuca się poza nawias. A oni też chcą być zauważeni, chcą dotrzeć, pokazać, wzruszyć. Chcą, by ich widzieć.

Możemy zamknąć przed nimi nasze drzwi. Inną drogą jest otwartość serc i choćby naszych blogów, aby zwrócić uwagę na to, że czasem sami ich wykluczamy, bo straciliśmy już tę czułość, która pojawia się na samym początku zakochania.

Zanim więc wyślesz swoją Walentynkę 14 lutego, zastanów się ilu jest w Twoim otoczeniu niekochanych ludzi, a niekochanych dlatego, że nie do końca zdrowych psychicznie. Uświadom sobie jakie masz szczęście i co możesz tym ludziom dać. Wychodzi na to, że nic.

Wydaje mi się jednak, że COŚ. Zrozumienie, że niewiele nas dzieli. Łączy za to czerwone wielkie serce, którym możemy popatrzeć i zobaczyć niepoliczalną wartość. Miłość.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)