Człowiek bez pracy

Człowiek bez pracy

Od dosyć dłu­gie­go cza­su jestem na urlo­pie. Już nie­ba­wem wra­cam do pra­cy i chcia­łem się z Wami podzie­lić reflek­sja­mi nt. cza­su bez pra­cy.

Refleksja #1

Na co dzień jestem pra­co­ho­li­kiem. Wszyst­ko jest waż­ne, ale naj­waż­niej­sze to skoń­czyć to, co zaczą­łem, bo mam ten­den­cję do nie­koń­cze­nia, więc moc­no tego pil­nu­ję. Gdy prze­sta­łem pra­co­wać, musia­łem zastą­pić czymś mój pra­co­ho­lizm, więc zaczę­ło się zno­wu pisa­nie blo­ga (hurr­ra!), wró­cił Musz­kie­ter na łono blo­gos­fe­ry, choć po strza­le w kola­no kil­ka lat temu prak­tycz­nie nie mia­łem powro­tu. Znów zachcia­ło mi się dzie­lić moim doświad­cze­niem i prze­ży­cia­mi, nawet jeśli do koń­ca nie były one pozy­tyw­ne. Zna­lazł się wresz­cie czas, by ruszyć do przo­du i od cza­su, gdy nie pra­cu­ję musz­kie­ci­ny poja­wia­ją się z napraw­dę dużą czę­sto­tli­wo­ścią. Korzy­stam też z dobrych tek­stów, któ­re napi­sa­łem na uryw­kach, blo­gu tzw. przej­ścio­wym, któ­ry nazy­wa­łem świa­to­pod­glą­do­wym. Musz­kie­ter też pod­glą­da świat, dla­te­go sty­lu pisa­nia nie da się zmie­nić, no może bar­dziej wywa­żyć, bo Musz­kie­ter klął i był nie­jed­no­krot­nie wku­rzo­ny na zasta­ne realia. Nie zamie­rzam z tym wal­czyć, bo taki jestem. Bun­tow­nik z wybo­rem, a cza­sa­mi nawet bez wybo­ru.

Czy­li co... brak pra­cy przy­czy­nił się do weny i bar­dzo się z tego cie­szę. Boję się, że gdy wró­cę do moje­go pra­co­ho­li­zmu, stra­cę wenę, ostrość pió­ra i znów nasta­ną ciem­ne cza­sy. Ale już nie­raz prze­ko­na­łem się, że stra­chy są tyl­ko na lachy i nie ma pro­ble­mu, któ­ry sta­je się tyl­ko wyima­gi­no­wa­ny, a życie sobie. Więc mam nadzie­ję, że może z mniej­szą czę­sto­tli­wo­ścią, ale nadal będę pisał, aż znów poja­wią się komen­ta­rze i żywe dys­ku­sje. Bar­dzo w to wie­rzę i ufam swo­im Czy­tel­ni­kom.

Refleksja #2

Higie­na. Pra­ca wyma­ga od nas wie­le, zarów­no psy­chicz­nie, jak i fizycz­nie. Już pisa­łem o tym nie­co, ale  war­to przy­po­mnieć, że w cza­sie wol­nym moż­na zadbać o higie­nę. Moż­na, nie trze­ba, ale wol­no i ja z tego sko­rzy­sta­łem. Schu­dłem 11 kilo­gra­mów i nadal chcę chud­nąć, więc zaczą­łem czę­ściej jeź­dzić na rowe­rze, ćwi­czyć na siłow­niach na świe­żym powie­trzu, regu­lar­nie jeść i to wca­le nie mało. Wypo­sa­ży­łem się też w paro­war i blen­der, z któ­rych korzy­stam do przy­go­to­wy­wa­nia posił­ków. Piję dużo wody mine­ral­nej z cytry­ną i czu­ję się zde­cy­do­wa­nie lepiej. Wzią­łem się też za gra­nie na gita­rze, więc codzien­nie rzę­po­lę, a nawet jeden sąsiad zapy­tał mnie, czy daję lek­cje, bo jego dzie­ciom by się przy­da­ło. Nie­ste­ty z dwoj­ga gitar zosta­ła mi się jed­na, ponie­waż zła­mał się gryf. Ale cóż, idę dalej. Codzien­ne zwy­kłe aktyw­no­ści dają mi dużo poczu­cia speł­nie­nia, choć są to malut­kie rze­czy, któ­re na co dzień, gdy się pra­cu­je, kom­plet­nie wyklu­cza­my, bo prze­cież jesz­cze zawsze jest coś do zro­bie­nia, zawsze coś do dokoń­cze­nia, jesz­cze jeden task, jesz­cze jed­no zada­nie. Tym­cza­sem cier­pi nasz orga­nizm, któ­ry zanie­dbu­je­my. I nie wierz­cie w work-life balan­ce, bo to mit. Nie ma cze­goś takie­go, nie da się tych dwóch spraw pogo­dzić.

Refleksja #3

Jeśli nie ma co robić, zawsze jest co robić. Moż­na czy­tać książ­kę, moż­na robić rze­czy, na któ­re się nie ma cza­su - np. pograć w gry logicz­ne czy inne podob­ne, masu­ją­ce korę mózgo­wą. Moż­na wresz­cie zająć się swo­im hob­by. A moim naj­więk­szym hob­by jest muzy­ka. Przy­po­mnia­łem sobie o swo­im fan­pej­dżu Muzy­ka z Pol­ski i znów od cza­su do cza­su tam publi­ku­ję, bo cho­dzę na kon­cer­ty i grze­ję moje­go Spo­tka do czer­wo­no­ści (jeśli chce­cie wie­dzieć, cze­go słu­cham, zła­pać jakąś inspi­ra­cję - zapra­szam na mój pro­fil na Last.fm). Dzię­ki temu znów jestem w sio­dle muzycz­nym i bar­dzo mi się ten stan podo­ba. Nic na siłę, tyl­ko czy­ste zain­te­re­so­wa­nie, bez wiel­kie­go i pate­tycz­ne­go poczu­cia misji, choć nie wyklu­czam jej, bo nadal Pola­cy sła­bo słu­cha­ją, a raczej słu­cha­ją sła­bej muzy­ki. Przy­po­mnia­łem sobie też jak to jest być radiow­cem, bo w koń­cu wycho­wa­łem się na Trój­ce, więc może uda mi się pro­wa­dzić audy­cję w matecz­ni­ku dźwię­ków nie­ba­nal­nych - Rockserwis.fm. Nic jesz­cze nie wia­do­mo, nie chcę zape­szać, ale może już wkrót­ce usły­szy­cie mnie w ete­rze z audy­cją muzycz­ną wła­śnie tam. Jestem głod­ny ante­ny i dzie­le­nia się emo­cja­mi, jakie wywo­łu­ją zasły­sza­ne kawał­ki, więc kto wie, może już wkrót­ce (na razie to odwle­kam, jak każe sztu­ka odwle­ka­nia). Cie­szę się jak dzie­ciak, choć na razie jesz­cze nie ma z cze­go, to zacie­ram ręce.

Refleksja ogólna

To mój 300. tekst na Musz­kie­te­rze. Czu­ję się jak Leoni­das, któ­ry ma swo­ich trzy­stu. Każ­dy jest inny, choć nie­któ­rzy są podob­ni, podob­nie prze­szko­le­ni moim cię­tym pió­rem. To powód do dumy, że przez nie­mal 5 lat nazbie­ra­łem tu tyle swo­ich prze­my­śleń, prawd, wkur­wów i wdzięcz­no­ści. Czu­ję się na tym polu w spo­sób poło­wicz­ny, ale jed­nak speł­nio­ny. Chcę napi­sać książ­kę, a blog jest dobrym miej­scem na start. Nie będzie to best­se­ler, nie szu­kam roz­gło­su, ale chciał­bym dotrzeć do ludzi wraż­li­wych, z któ­ry­mi mogę nawią­zać dia­log, bo ileż moż­na mono­lo­go­wać :)

Jak widać, czło­wiek bez pra­cy, taki, któ­ry jest twór­czy - nie cze­ka z zało­żo­ny­mi ręka­mi, ale może zmie­nić swo­je życie. Ja swo­je odkry­wam codzien­nie i choć jako odwle­ka­ją­cy pla­nu­ją­cy, czę­sto mi się nie chce robić tego, co sobie zamie­rzy­łem, to jed­nak prę do przo­du i cze­kam na kolej­ne wyzwa­nia. Teraz wyzwa­niem będzie powrót do pra­cy i odna­le­zie­nie się w rze­czy­wi­sto­ści codzien­nej tyr­ki. Życz­cie mi powo­dze­nia, a Ci z Was, któ­rzy nie mają pra­cy albo usil­nie jej szu­ka­ją, niech pod­nio­są gło­wy do góry i sko­rzy­sta­ją z moich reflek­sji. Niech sta­ną się dla Was inspi­ra­cją do zmia­ny, bo jak to drze­wiej pisa­łem, nie jeste­śmy kowa­la­mi wła­sne­go losu, ale decy­zji już tak.