Co jest newsem w mediach?

Co jest newsem w mediach?

Nie byłem nigdy bar­dzo kry­tycz­ny wobec mediów i dostar­cza­nych przez nie new­sów, ale infor­ma­cja o ukru­szo­nym kciu­ku Chry­stu­sa z Rio w wyni­ku ude­rze­nia pio­ru­nu roz­ło­ży­ła mnie już na łopat­ki.

Gdzie się podział news?

Nie przy­glą­da­łem się infor­ma­cjom dokład­nie. Włą­cza­łem Dzien­nik, Tele­express, Pano­ra­mę i cze­ka­łem na new­sy z kra­ju i świa­ta. Otrzy­my­wa­łem to, co dzien­ni­ka­rze i wydaw­cy uzna­wa­li za war­te poka­za­nia. Gdy nade­szła moda na tele­wi­zje infor­ma­cyj­ne, a sta­ły dostęp do inter­ne­tu prze­stał być eks­tra­wa­gan­cją - roz­po­czę­ła się goni­twa po zło­te runo. Byle szyb­ciej, byle pierw­si, byle wypluć. Nie dziw­ne - ota­cza nas coraz wię­cej infor­ma­cji, a wspo­mnia­na sieć pozwa­la na natych­mia­sto­wą komu­ni­ka­cję i roz­wój tzw. dzien­ni­kar­stwa oby­wa­tel­skie­go. Nie wiem, czy je nale­ży winić za coraz niż­szą jakość tre­ści dostar­cza­nych przez media, ale jestem pewien, że rze­tel­ne (i cie­ka­we!) dzien­ni­kar­stwo jest jak mamu­ty - na wygi­nię­ciu. Przy­cze­pi­łem się do dzien­ni­kar­stwa oby­wa­tel­skie­go, bo nie potra­fię ina­czej wytłu­ma­czyć zja­wi­ska znaj­do­wa­nia new­sa tam, gdzie go napraw­dę nie ma. Oby­wa­tel prze­cież zawsze dopa­trzy się w pogło­sce, plot­ce czy zwy­czaj­nym żar­cie. Aktu­al­nie dzien­ni­karz to łapie i... łyka jak mło­dy peli­kan, a to wła­śnie on powi­nien wybrać war­to­ścio­wą treść, ponie­waż ów fach tego wyma­ga. Odpo­wie­dzial­no­ści za meri­tum tak­że.

Obniżenie lotów

Cią­gle wie­rzę w rze­tel­ne dzien­ni­kar­stwo, ale coraz czę­ściej myślę, że jestem naiw­nia­kiem. Przy­kła­dów nie trze­ba dale­ko szu­kać. Przez jakie­goś pija­ne­go oszo­ło­ma w wypad­ku samo­cho­do­wym zgi­nę­li ludzi. Spra­wa zosta­ła nagło­śnio­na, posło­wie mie­li się czym zająć, a że temat głę­bo­ko poru­szył cały kraj, bo ofia­rą było rów­nież dziec­ko - zaczę­to grze­bać i eks­plo­ato­wać zagad­nie­nie. Zosta­li­śmy obsy­pa­ni dzie­siąt­ka­mi new­sów o wypad­kach z udzia­łem pija­nych kie­row­ców. Gdy wycho­dzi­łem do Sło­nia, by poje­chać do skle­pu - zawa­ha­łem się, czy nie powi­nie­nem wal­nąć set­ki wód­ki przed wej­ściem do samo­cho­du. Bo każ­dy Polak za kół­kiem pije, nie ma innej opcji. Inny przy­kład - WOŚP. Pol­ska dla tej ini­cja­ty­wy wariu­je na 1 (słow­nie jeden) dzień. Szu­ka­nie dziu­ry w całym trwa następ­ne 2 tygo­dnie. Owsiak to, Owsiak tam­to. Pra­wi­cow­cy to, lewi­cow­cy tam­to. Nie wyobra­żam sobie infor­ma­cji bez kon­tro­wer­sji. Nie w cza­sach, w któ­rych new­sem rzą­dzi sen­sa­cja.

Dziś dowie­dzia­łem się, że Dona­tan idzie pod rękę z Owsia­kiem jako rosyj­ski agent. Póź­niej w mię­dzy­cza­sie boski pio­run uszko­dził palec zna­ne­go na całym świe­cie posą­gu Chry­stu­sa z Rio. No wiel­ka tra­ge­dia i infor­ma­cja, któ­ra rze­czy­wi­ście spo­ro wno­si w życie Pola­ka. Do zesta­wu bra­ku­je tyl­ko new­sa o zmar­twych­wsta­niu Leni­na, Elvi­sa lub inne­go Tutan­cha­mo­na, sko­re­lo­wa­ne­go z nad­cho­dzą­cą woj­ną pol­sko-ruską, potwier­dzo­ną przez bły­ska­wi­cę ata­ku­ją­cą kciuk figu­ry Chry­stu­sa.

Profesjonalizacja mediów

Bra­ku­je mi rze­tel­nych mediów, któ­re nie wrzu­ca­ją mi na talerz fun­ta kła­ków. Prze­cież tego nie zjem, bo zwy­mio­tu­ję. Chcę pach­ną­cą (i świe­żą) potra­wę posia­da­ją­cą odpo­wied­nie wita­mi­ny, czy­li posi­łek peł­no­war­to­ścio­wy i smacz­ny, opie­czę­to­wa­ny zna­kiem jako­ści pol­skie­go dzien­ni­ka­rza. Nie wie­rzę, że nie ma poważ­niej­szych tema­tów, któ­re moż­na podać w for­mie dobrze zre­da­go­wa­nej infor­ma­cji. Nie widzę sen­su w polo­wa­niu na pier­do­ły, bo one i tak do mnie docie­ra­ją. Z mediów spo­łecz­no­ścio­wych, z blo­gów, z por­ta­li plot­kar­skich i szma­tław­ców. Umiem sam zapew­nić sobie roz­ryw­kę. Od poważ­ne­go medium wyma­gam jako­ści i umie­jęt­no­ści eks­tra­ho­wa­nia z rze­czy­wi­sto­ści samej esen­cji. Jej nasy­ce­nie jest mier­ni­kiem pro­fe­sjo­na­li­zmu, a o ten nie trud­no wśród fachow­ców. Tyl­ko nie każ­dy nim jest.

Dzien­ni­ka­rzem się nie bywa. Powin­no się nim być cały czas, na full etat, 24 godzi­ny na dobę. Dzien­ni­ka­rzy­ną może być każ­dy i dla­te­go nie wszy­scy zatrud­nie­ni w mediach powin­ni tam pra­co­wać. Chcę dożyć cza­sów, w któ­rych to śro­do­wi­sko zacznie się samo­oczysz­czać, bo na razie medio­wy­mi kana­ła­mi w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści pły­nie śmier­dzą­cy ściek. Kie­dy to się zmie­ni?

media Sty 18, 2014