Chciałbym wyleczyć się z wrażliwości

Chciałbym wyleczyć się z wrażliwości

Miałem nie pisać tego tekstu, ale jak zwykle zadziałałem na przekór. Mogą się pojawić błędy, trudno. Dziś nie będę ani dopieszczał, ani pisał podtytułów, ani specjalnie zajawiał. Po prostu napiszę, bo potrzebuję.

Słyszałem nieraz, że wrażliwy facet to skarb. Nie czuję się ani złoty, ani platynowy, ale wrażliwość jest dla mnie ciężarem. Nie zawsze, tylko czasem. Lubię widzieć rzeczy, których inni nie są w stanie pojąć. Czy czuję się wyjątkowy? Tak. Jestem. Szczerze, nie ściemniam, bo nie mam powodu.

Na dłuższą metę to jednak wcale nie jest błogosławieństwo. Nie wiem już czy to zdolność, której pożądałem i pragnąłem, a która wykształciła się przez lata wyrzeczeń i obserwacji jak żyją inni. Może to talent, który dostałem z Góry i nie potrafię się z nim obchodzić? Analizowałem to już wiele razy i za każdym razem, gdy doprowadza mnie do stanu, w którym nie chce się już dalej żyć, chciałbym się wyleczyć z wrażliwości.

Uspokajam, nie jestem w depresji. To mój normalny stan i nie zamierzam udawać, że świat jest teraz bardziej kolorowy niż mi się wydaje. Ktoś za chwilę wyskoczy z pozytywnym przekazem, a ja uważam, to te wszystkie wzmagacze radości są oszustwem. Kłamiemy sobie, że „życie jest piękne”. Nie jest. Bywa. Tylko od czasu do czasu. Na pewno nie jest niczym zajebistym, gdy wrażliwość wali Cię w podbrzusze z półobrotu.

Czujesz mocniej? Witaj w moim klubie. Widzisz więcej? Postawię Ci browar jak się spotkamy i porównamy, co więcej zobaczyliśmy. Rozumiesz szybciej niż pozostali? Śmiało, pisz do mnie, bo jesteśmy z tej samej gliny. Pointa jest taka, że nie mogę pozbyć się tego „daru”, bo jest wyrzeźbiony w mojej głowie i sercu. Pozostaje tylko poszukać podobnych do mnie, by nie czuć się kurewsko samotnym. Założymy kółko nadwrażliwych na brak wrażliwości. Zapraszam do mojego świata.

photo credit: CEBImagery.com via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Ana

    Ja to chyba jestem takim dziwnym połączeniem (nad)wrażliwca z beztroskim kłamcą „życie jest piękne!”. Ale dobrze mi z tym :)

  • flakeenn

    Nie pozbywaj się jej, to fajny dar, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że najlepszy jaki mamy okazję dostać od Niego.
    Przeczytałam wszystkie komentarze i w każdym znalazłabym coś co tyczy się i mnie, ale spodobało mi się Twoje zmodyfikowane powiedzenie, o miękkim sercu, twardej dupie i tym, że byle co Cię nie ruszy. Pasuje jak ulał.
    Kiedyś emocje zaprowadziły mnie nad samą granicę… Był okres, że chciałam się ich pozbyć, nie umiałam nad nimi panować, nie akceptowałam ich.. chyba najtrudniejsze jest, zaakceptować coś, co kiedyś doprowadziło Cię niemal na dno.. Ale wiesz co? Nauczyłam się. Teraz to akceptuję, z całym inwentarzem, ze wszystkim co one ze sobą niosą bo tak jak w wyróżnionym komentarzu, chcę całego świata, dotknąć, poczuć, odkryć… ;) I wiesz co? Moje życie jest piękne! i to dlatego, że się go nauczyłam. mimo, że jeszcze wiele razy w życiu będę miała chwilę zwątpienia i słabości, wielokrotnie będę przeklinać moje emocje, wiele razy spojrzę sobie w twarz i powiem „głupia, po co Ty się tak tym wszystkim przejmujesz?” wiem o tym, ale kocham życie i nie zamienię go na nic innego.

    • :) Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz, bo bije z niego szczerość, troska i zrozumienie. Dodam tylko od siebie, że pokochałem moją wrażliwość. Gdy pisałem tę muszkiecinę byłem o krok od zmian, które dzieją się w moim życiu lawinowo. Ona była potrzebna, by zrozumieć, że coś, co wydawało mi się słabością – jest wielką, potężną, siłą! :)

      Dziś jestem silny wrażliwością, miłością do siebie i innych, więc mam do Ciebie prośbę. Gdy staniesz przed lustrem, by powiedzieć te słowa, które napisałaś, pomyśl o mnie i powiedz do siebie: „Cieszę się, że potrafię kochać, że jestem taka wrażliwa, że się przejmuję, bo to wymaga ode mnie odwagi. Jestem wspaniałą kobietą” :)

      Powodzenia!

      • flakeenn

        Tak, wiem co to znaczy. Teraz czerpię z wrażliwości siłę i odwagę każdego dnia. I jestem z nią szczęśliwa. ;)
        a gdy przyjdzie dzień, kiedy zadam sobie pytanie, „po co się tym wszystkim przejmuję”. to pomyślę, powtórzę te słowa i uśmiechnę się sama do siebie ;) i oczywiście prośbę taką kieruję i do Ciebie. Ty zrób to samo, kiedy przyjdzie zwątpienie, bo ono czasem przychodzi, bez względu na to jak silni jesteśmy. ;)

        • Oczywiście. Dziękuję za Twoją troskę :) To niespotykane, jestem Ci bardzo wdzięczny.

          • flakeenn

            Nie ma za co :). Lubię troszczyć się nie tylko o siebie, ale i o innych. Czasem myślę, że to przez to co się wydarzyło w moim życiu. Że TEN na górze, to wszystko sprytnie ukartował… ;)

          • Bóg jest niezłym kawalarzem, więc o kartowaniu, które mi się kojarzy z kantowaniem, nie ma mowy. Zauważyłem również po swoim życiu, że On lubi paradoksy, niemożliwości, nienormalności. Tak więc bądźmy sobie wariatami jak już tak nam robotę zaplanował :)

          • flakeenn

            Jak to powiedział szalony kapelusznik w Alicji w Krainie Czarów: „(…) Tylko wariaci są coś warci.”
            I tego się trzymam ;) Każdy ma w sobie coś z wariata ;)

  • To jest nas TAKICH więcej?
    Był czas, że nie byłam w stanie przyznać, że jestem z tych wrażliwych. Otulałam się chłodnym, ale bezpiecznym płaszczykiem cynizmu. Tak było prościej. I chwilami nadal jest, ale wiem, że od tego nie ucieknę. Może czas to zaakceptować. Może czas nawet przekuć to z przekleństwa na błogosławieństwo. W końcu nic nie dzieję się bez przyczyny, to jacy jesteśmy też nie jest przypadkowe.
    Zastanawiałam się też, czy to ja cierpię na nadwrażliwość, czy to świat jest „niedowrażliwiony”. Może ludziom coś odebrało zdolność głębokiego odczuwania pewnych spraw. A może oni też wtulają się w ten sam płaszczyk co ja i zdejmują go tylko wtedy kiedy nikt nie patrzy. Może wylewając łzy w poduszkę nienawidząc siebie i świata. A rano wstają i znów odziewają się w swoją tajną broń…
    Czasem dziękuję za to, że widzę i czuję więcej, a czasem modlę się żeby ktoś mi nałożył klapki na oczy, żebym mogła widzieć tylko to co będzie sprawiało mi przyjemność. Chciałabym często przestać dogłębnie analizować i roztrząsać. Ale z drugiej strony, na czym polegałoby wtedy moje życie? :)

    No to wrażliwcy jak będziecie urządzać kiedyś pierwsze spotkanie kółka nadwrażliwych na brak wrażliwości to dajcie znać. Pisze się nawet jako współorganizator :)

    Nie muszę pisać, że tekst jest świetny i jak zwykle w punkt prawda? To raczej oczywiste.

    • Dwuznacznie zabrzmi, ale miło mi to czytać :)

  • Marta Odetta

    Często się zastanawiam nad jednym…Może to naiwne i głupie, ale gdyby było więcej wrażliwych na los i cierpienie innych, jaki piękny mógłby być ten nasz świat. Znam wielu wrażliwców, ludzi otwartych na problemy innych ludzi, sama staram się być taką osobą i lubię otaczać się ludźmi z zasadami, szczerymi a przede wszystkim empatycznymi….Ale w dzisiejszych czasach wrażliwość jest różnie odbierana… Denerwuje mnie chamstwo, złośliwość, „wbijanie noża w plecy”. Przez moje zasady, często jestem omijana przez innych za to, ze nie potrafię „wkopać” koleżanki, że nie donoszę, że nie plotkuję, nie krzywdzę. I to jest ta druga strona naszego życia….Niesprawiedliwa i ciężka, ale nie zmienię się, bo tego wymagają ode mnie inni. Nie muszę się bratać w pracy, wystarczy mi grono bliskich i zaufanych a zasady miałam, mam i będę mieć. Choć wielu mnie skrzywdziło, sama nie potrafię być złośliwą zołzą, nie chcę nią być i może przez to nie zajmę wysokiego stanowiska na szczeblu kariery zawodowej ;)….Nigdy nie po trupach do celu kosztem innego człowieka ;)

    • Uwierz w to, że od złośliwości i bycia emocjonalnym burakiem dostaje się wysypki, a nie wysokie stanowiska. To dwie niezależne sprawy, więc życzę Ci, abyś została uczciwym bogaczem :)

  • kiedy pierwsze spotkanie kółka? ..

    • Jak tylko wyleczę lewą kończynę dolną :)

      • To niech się leczy szybciej niż kończyny niewrażliwych ;)

        • W nagłych wypadkach wymagających natychmiastowej reakcji prezes klubu nadwrażliwców przyjmuje na mailu 24/h :)

          • oj, 24/h to prosta droga do wzmożonej nadwrażliwości ;) ale w sumie- dobrze wiedziec, że prezes czuwa, hehe ;)

  • Naprawdę chciałbyś dostrzegać mniej? Nosić szczęśliwo-różowe klapki na oczach? Wrażliwość to spory dar i przekleństwo, owszem, ale dzięki niej doceniamy literaturę, sztukę, kinematografie. Doceniamy relacje międzyludzkie. Bywa ciężko, nietrudno złamać introwertyka, nadwrażliwca, tylko co z tego? Dla mnie to wielkie szczęście i pomimo tego, że przysparza mi wielu trudności, to nie chciałabym być inna. Pjona!

    • Jestem nadwrażliwcem ekstrawertykiem, więc połączenie dosyć kłopotliwe. Nie poradzę. Nie bierz tego tekstu dosłownie. Chciałbym oznacza przypuszczenie, bo za nic w świecie nie zrezygnuję z tego jaki jestem. Z akceptacją nie mam problemu. Czasem jest zmęczony. Ot co.
      Różowe gadu gadu? Bleh :)

      Widzę, że zebrał się tu całkiem niezły Klub Wrażliwców.

      • Wrażliwcy są wśród nas, ale żyjemy w takim kraju, że mało kto się do tego przyzna ;)

        • Właśnie w tym kraju nie powinno być problemem przyznać się.

  • wrażliwość – nawet nadwrażliwość – jest skarbem. Tak, skazuje Cię na cierpienie. Ale to dobrze.
    Wszyscy cierpią, ale nie wszyscy potrafią zrozumieć źródła swojego dyskomfortu.
    Jest masa twardzieli, co to niby nic ich nie boli i zawsze z twardą skórą do przodu. Ale to nieprawda, że oni nie cierpią. Po prostu wypierają, a przez to ich własny ból wraca do nich innymi ścieżkami. Oderwany od źródła. Nieuświadomiony. Jeszcze bardziej destrukcyjny. Trudniejszy do kontrolowania.
    Wrażliwość jest cenna. Wiedza o swoich uczuciach, umiejętność przeżywania ich takimi, jakimi są, sprawia, że paradoksalnie możesz być szczęśliwszy. Bo nie da się być szczęśliwym bez szczerości i uczciwości wobec samego siebie.
    Denerwuje mnie ten kultu ludzi – maszyn, którzy rzekomo nic nie czują, tylko efektywnie działają. To jakaś kompletnie nierealistyczna fantazja, pod którą czają się potworne dramaty.

    • Kult ludzi maszyn, mocne. Dzięki za ten komentarz :)

  • Tak, i mnie to wkurza, gdy czuję więcej, bardziej, dostrzegam pewne subtelności, drobnostki, które są dla mnie niesamowicie ważne, a ta druga osoba tego nie rozumie.

  • Ej, ej. Zdania z zawartością „stanu, w którym nie chce się już dalej żyć” proszę trzy razy odsiać. Mamy to co przyciągamy. Mamy to, w co wierzymy. Jesteśmy wrażliwi – otrzymujemy bodźce, silniejsze niż inni. Jesteśmy nieczuli – zadajemy suche bodźce, ubożsi o wiele informacji na temat siebie samych. Ktoś, kto wie o sobie dużo nie minie się z żadną myślą obojętnie – i to dobsz.
    Wrażliwość to jedno, obracanie jej skutków w pozytyw to druga strona tej samej lekcji.

    • Są momenty, gdy mechanizm obracania w pozytyw nie działa. Jakby został wysłany na urlop. W takich sytuacjach przydaje się właśnie doświadczenie i nie pomogą żadne zabiegi, schematy i inne pierdoły.

      Nie uważam, że sami „coś przyciągamy”, bo to tak jakby od nas wszystko zależało, a tak przecież nie jest. Czasem coś przyciąga nas.

      https://www.youtube.com/watch?v=Eiwi9dAPurA

      • A ja jednak uważam, że przyciągamy. Jestem święcie przekonana, że gdybym chciała zmienić niektóre elementy mojego życia to stałoby się to od ręki. Piękny utwór dałeś. A teraz masz wyciek tego co dla mnie jest cudem czerpania ze złego. Taki utwór, z takich inspiracji. Czy to nie jest niezły sposób obracania potwornego obrazu w piękno? :)

        https://www.youtube.com/watch?v=2uAmb917CkU&list=FLHWbntO2CgyOQ3bRyncVFog&index=24

        • Większość najpiękniejszych odprysków sztuki powstało właśnie z traumatycznych przeżyć. Zła kondycja psychiczna zazwyczaj jest paliwem dla silnika kręcącego się w kierunku zmian. Nie wiem czy obracanie złego jest tu dobrym porównaniem. Nie uważam trudnych stanów jako coś złego przede wszystkim. To część człowieczeństwa, którą nie zawsze potrafimy przeżywać i tu widzę całe clue.

  • Dobra wiadomość: to się czasem przydaje. Zła wiadomość: szukanie podobnych i bratanie się zwykle kończy się zawodem. Jak już jesteś „poziom wyżej”: więcej empatii, zmysłu obserwacji, uczuć etc., to możliwości kierunków, w jakich to idzie jest zatrzęsienie. Ergo – z potencjalnym współtowarzyszem niedoli możesz mieć dokładnie tyle samo wspólnych tematów co z przeciętnym „ślepotkiem”, bo współtowarzysz akurat czuje/widzi/myśli w kompletnie innych niż ty kierunkach.

    • Chyba na tym polega wrażliwość mojego typu – lubię wymieniać wrażliwości. Tu nie chodzi o bratanie się i trzymanie za rączkę ze wsparciem. Kompletnie nie ten cel. Bardziej o wysłuchanie, zrozumienie, okazanie zainteresowania. To rzeczy, których brakuje nadwrażliwcom.

      • OJ, a ja bym się chciał *czasem* przytulić, pobratać i poczymać za rączke, względnie powspierać. To przecież tak potrzebne, aby wiedzieć, że nie jest się jedynym na świecie wariatem, który widzi TO czy TAMTO.

  • Czuje mocniej, widzę więcej, slysze dokładniej, odczuwam intensywniej i dostrzegam wyraźniej jak jestem traktowana.
    Tak. Im bardziej ktoś to widzi tym chętniej wchodzi mi na głowe. Bo to zniosę. Bo jestem empatyczna, wyrozumiala, dojrzała i mądra więc sobie to wytłumacze. Przecież zawsze to robię. Więc kolejny strzał tego nie zmieni.
    Super jest widzieć szerzej. Super jest żyć wrażeniami intensywniej. Mniej super gdy diciera do Ciebie że mało kto się Toba orzejmuje bo nie jesteś draniem.

    • Wydaje mi się, że mało kto się interesuje, bo nie potrafi zrozumieć, a nawet jak jesteś wrażliwcem – możesz być draniem. Jedno nie musi być na stałe związane z drugim.

  • Znasz może „Posłanie do nadwrażliwych” Dąbrowskiego? Identyfikowałam się z tym wierszem całą szkołę średnią. Poszłam na studia, życie dało mi po dupie. Mocno. X razy słyszałam, że trzeba twardym być, nie miękkim. Próbowałam być zołzą, próbowałam się znieczulić. Ale wiesz co? Nie da się. Serca nie uciszysz. I zaakceptowałam to, w końcu wręcz pokochałam. Bo chociaż czasami boli jak cholera, to są momenty gdy emocjami wręcz można się zachłysnąć. Bez wrażliwości da się przejść przez życie, tak na prawdę nie dostrzegając niczego. A ja chcę całego świata. Dotknąć, poczuć, odkryć kawałeczek po kawałeczku. Znaleźć to coś, dzięki czemu pierwszą myślą po przebudzeniu jest: „to ma sens”.

    • Znam Posłanie od lat i za każdym razem, gdy czuję się z wrażliwością jak z kulą u nogi, odpalam ten wiersz. Dąbrowski był niesamowity tak BTW.
      Kocham swoją nadwrażliwość, ale czasem mi uwiera, zwłaszcza, gdy pomaga zrozumieć bezsilność. U mnie słabsze chwile są preludium przed dużymi zmianami. Praktycznie zawsze. Nie wiem nigdy dokąd mnie te zmiany prowadzą, ale ufam swojej intuicji.

  • Ja bym się z Tobą tego piwa napił….
    To o czym piszesz to zdaje się nazywa – empatia !
    Nic nie poradzimy, świat to nie są kolorowe kucyki i tęcze – to cholernie paskudne, ciemne i brutalne miejsce. Ja już mam znieczulicę – kiedyś przejmowałem się krzywdą, niesprawiedliwością, upadkiem moralności, brakiem współczucia dla tego co słabsze etc. Teraz już nie…..
    Odpowiednia ilość zainkasowanych kopów w dupę i można pozbyć się „przeszkadzających”, ludzkich odruchów. Miękkie serce, twarda dupa jak pisze Fredi !

    • Fakt, że o tym piszesz od razu mówi – nie do końca jest tak jak piszesz :) Ale to dobrze, bo znaczy, że jeszcze się do końca nie poddałeś. Ja zawsze dochodzę do pewnej granicy, gdy piszę jak wyżej, prawie przegrany. Wiem, że to początek. Nie wiem jeszcze czego.

  • Ktoś, kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę. Szczególnie, gdy zaczyna się martwić sprawami, na które nie ma wpływu, które nawet go nie dotyczą. Niestety. Ale wydaje mi się, że będąc wrażliwymi, bardziej trzymamy się naszych wartości. Lepiej wybrać mniejsze zło :)

    • Kto ma miękkie serce, ten ma twardą dupę, ale… byle kopniaczek go nie ruszy. Zawsze wkurzało mnie to powiedzenie, więc zmodyfikowałem je na swoje potrzeby.
      Wrażliwość pozwala czuć Ci więcej. Wcale nie musi nakazywać Ci czuć wartości. To zawsze jest kwestia wyboru. Nieraz wrażliwość wyraża się przez np. agresję i co wtedy?

      • Nie wątpię, że i takie przypadki mogą się pojawić, ale… Osoba, którą kopnęło życie, będzie bardziej empatycznie (jak to słusznie ujął @vanfurio:disqus) patrzeć na innych, tym samym wykształcając w sobie wrażliwość na nieszczęście innych. Nie zawsze, ale często.

  • Anabell

    Myślę, że żyje się dla chwil. Dla tych miłych wydarzeń, które nas zaskakują i pocieszają. Dzięki którym kochamy i czujemy się kochani. Prawda jest taka, że gdy nie jesteś prostym ch*jem, to w życiu też nie masz prosto, a tak jakoś krzywo. Wszystko idzie trudniej, a jak już masz nadzieję, że znów idziesz po prostej drodze, to nagle się gubisz. Bycie wrażliwym jest do dupy i założenie kółka takich osób tylko pogorszy stan rzeczy, bo jak jednego kogut podziobał, to i drugiego urządzi.

    • Nie lepiej wymieniać się doświadczeniami, by właśnie przed kogutem się uchronić? :)

      • Anabell

        No jest tak jak z anonimowymi alkoholikami – idziesz na spotkanie i potem sobie myślisz „Bogowie, ludzie to problemów nie mają! Po co więc piją? Takie trudne życie mam, a ich to pikuś jest.” W zasadzie doświadczenia są fajne. Mówi się, że powinno się uczyć na błędach innych. Prawda jest jednak taka, że sami musimy popełnić błąd by zrozumieć co poszło nie tak. Jestem wrażliwa, ale z doświadczenia wiem, że trzymanie się z innymi „miękkimi dupami” (jak to niektórzy mówią) tylko pogorszy sprawę. Musisz więc wybrać. Leczysz się z wrażliwości albo płaczesz nad utraconą tęczą. ^^

        • Nie płaczę nad utraconą tęczą, nie chcę wyleczyć się z wrażliwości, ale czasami chciałbym. Nie czuję się miękką dupą, ale nie lubię kopać tyłków, chyba że na to zasłużyły.
          Jeśli by tak podejść do wszelkich terapii grupowych, to oznaczałoby, że nie mają sensu. Na spotkaniu raczej dowiadujesz się, że są ludzie z większymi problemami niż Ty np. i to dodaje Ci sił do walki ze swoim. Bo nie leczą nas inni. Leczymy się sami.

          • Anbell

            Myślę, że każda wrażliwa osoba ma podobne podejście do sprawy, ale z pewnością nikt nie ma łatwo w życiu ^^
            Racja. Dowiaduję się, że są ludzie z poważnymi problemami. Ale jak ma się czuć ten najbardziej pokrzywdzony po takim spotkaniu?

          • Szczerze, to nie wiem, ale mogę się domyślać, że widzi postępy u innych i to też może go motywować do zmian u siebie. W grupie, w której większość cieszy się z małych kroków, stadnie zaczynamy uczyć się je doceniać.