Chcę być dzieciaty

Chcę być dzieciaty

„A co by było, gdybym chciał się wreszcie ustatkować i zaczął żyć spokojnie jak przystało na męża i tatę” – pomyślałem i zacząłem pisać tę muszkiecinę.

Przychodzi taki czas w życiu faceta, że musi dokonać wyboru. Albo będzie wiecznym chłopcem poszukującym przygód, albo stanie się mężczyzną, dla którego przygoda to bycie mężem i tatą. W przeciągu paru ostatnich miesięcy moje życie zmieniło się o 180 stopni i dlatego gdzieniegdzie zamilkłem, przestałem się udzielać w społecznościówkach, zniknąłem. Przekonałem się, że moje życie wymaga całkowitej przemiany.

Mam 32 lata i czuję się trochę staro w necie. Poważnie. Nie mam ochoty zachwycać się jakimiś pierdołami i błyskotkami. Nie chcę hajpować wszystkich, których powinno się hajpować, bo tak wypada, bo są znani i lubiani. Trochę im oczywiście zazdroszczę, bo myślałem, że życie w necie może realnie wpłynąć na sukces i mocno się przejechałem. Zobaczyłem ten świat od trochę innej strony, przez co straciłem w realu. Ale nie ma co wracać do tych historii, które staram się zwyczajnie zamknąć. Czas wstać jak Feniks z popiołów.

Czeka mnie swoisty restart życia. Na razie faluję między radością i rozpaczą, bo wiem, że kroki, które podejmę wniosą nieodwracalne zmiany w moje życie. Mężem już jestem, a moja Żona znów cieszy się, że ma mnie więcej. Teraz chcę zostać tatą, choć nie czuję się jeszcze gotów. Czy Muszkieter stanie się blogiem parentingowym? Nie mam pojęcia, bo jestem w czasie mocnych przewalutowań. Uwierz, że moje życie się pięknie skomplikowało, ale to wcale nie oznacza, że nie warto tak żyć zamykając rozdziały, które minęły bezpowrotnie.

Wiszę w powietrzu rozmyślając, co będzie jak się pojawi dziecko. Organizowałem koncerty, zarywałem noce, piłem więcej niż dużo (no cóż – taka branża, że każdy udany koncert to była okazja do świętowania). Dało się tak żyć przez kilka lat i nagle przestałem dawać sobie na to zgodę. Zresztą nie tylko ja. Mały człowiek jednak potrzebuje nie tylko obecności, ale staje się też przykrym obowiązkiem. Każda zrobiona kupa przecież śmierdzi i nie zawsze jest haha, hihi przyjemnie. Jak ząbki rosną to noce też mogą być nieprzespane jak w przypadku koncertów. Na pracę można narzekać, ale na dziecko? Kto to widział!

To są właśnie rozterki niedoszłego taty. Być może gówniarskie, ale szczere i prawdziwe. Zawsze byłem buntownikiem i nie lubiłem przesadnego ładu. Zakładanie rodziny wydaje mi się takim właśnie poukładaniem, w którym można się udusić. Czy warto, abym się nad tym zastanawiał – myślę, że tak. Z jednej prostej przyczyny. Żeby nie mieć do nikogo pretensji, a już na pewno nie do Żony, że urodziła czy do siebie, że nie mam innego wyboru.

Dziecko pojawia się często na samym końcu stawianych sobie celów. Najpierw studia, praca, kariera, dobre warunki bytowe, a dopiero wtedy maleństwa. To logiczne, ale gdzie jest ta granica, ta informacja, że już, że teraz, że jesteśmy gotowi. Moi starsi dzieciaci kumple nieraz mówili do mnie: „żałuję, że tak późno się zdecydowałem na dziecko”.

Mam dylemat, czy jestem na tyle dorosły, by wreszcie podołać. Czas pokaże. Ciekaw jestem Twojego zdania kiedy jest „dobry czas” na dziecko.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • @nia

    Fajnie, że rozważasz sobie plusy i minusy posiadania dziecka z perspektywy faceta, ale mnie jako kobietę trochę ten wpis poirytował. Też jestem na etapie, że chciałabym być dzieciata, ale u mnie nie są to rozważania w stylu „zarwanych nocy i czy to jest dobry czas na dziecko” tylko zmiany pracy. Chciałabym ją zmienić, ale kalkulacja jest prosta – jeśli znajdę nową to na co najmniej rok (albo dopóki nie będę mieć stabilnej sytuacji w pracy) mogę pożegnać się z myślą o dziecku (a też mam 32 lata, zegar tyka;), jeśli zostanę w obecnej – będzie to życie na wyrzeczeniach biorąc pod uwagę aktualne zarobki. I sądzę, że facet nie ma takich rozterek, że nie musi się nad tym zastanawiać, bo posiadanie dziecka nie będzie miało takiego wpływu na jego życie zawodowe, które jest dla mnie ważne. I co mnie osobiście irytuje i jednocześnie im tego zazdroszczę.
    A jakie spostrzeżenia ma żona?
    Pozdrawiam serdecznie :)

  • Nigdy nie jest dobry czas na dziecko.
    Zawsze jest dobry czas na dziecko.

    Chociaż to jest sprzeczne ze sobą, to jednak prawdziwe :)

    Zawsze będzie się wydawać, że jest jeszcze coś do zrobienia, jakieś miejsce do odwiedzenia i awans do awansowania.

    Ale kiedy dziecko się już pojawi, to wtedy ono dostaje najwyższy priorytet w Twoim życiu i okazuje się, że doskonale sobie z tym radzisz. O ile można takiego określenia użyć w przypadku wychowywania dzieci.

    Aha, jest jeszcze biologia. Facet to sobie może wybrzydzać, czy już chce być ojcem czy nie. Kobiety nie mają takiego szczęścia i muszą raczej się śpieszyć. Z rozsądkiem, ale zawsze….

    • Dziękuję za Twój zdroworozsądkowy komentarz :)

  • Guest

    A czy musimy wybierac pomiędzy tym kim jesteśmy a tym kim chcemy być ? Bądźmy sobą zgodnie z tym gra w naszej duszy ;)

    • Można i tak, ale chyba nie przy dzieciach :)

  • Ania

    Niegotowy rodzic to najgorsza trauma dla dziecka. One czują więcej niż nam się wydaje. Skoro zastanawiasz się nad tym jakby to było, gdyby było dziecko to znaczy że jesteś gotowy, bo bierzesz pod uwagę, to Maleństwo.

    • Dziękuję Ci za wiarę we mnie :) Dużo od siebie wymagam, może czasem za dużo, więc rozkminy gonią rozkminy.