BLOGosławieństwo

BLOGosławieństwo

Tak, to nie błąd. W sło­wie "blo­go­sła­wień­stwo" nie ma "ł" i jest napi­sa­ne popraw­nie. Jeśli chcesz dowie­dzieć się dla­cze­go, prze­czy­taj tę musz­kie­ci­nę.

Szkic tego tek­stu wisiał już tro­chę w pocze­kal­ni, ale dzi­siej­szej nocy nad­szedł czas, by Wam go poka­zać. Za mie­siąc będę miał tu małe świę­to. Każ­dy prze­by­ty etap skła­nia do prze­my­śleń, któ­re choć na chwi­lę każą się zatrzy­mać, zasta­no­wić, spoj­rzeć na swo­je ręce i popa­trzeć na te wszyst­kie wypo­ci­ny, nazy­wa­ne prze­ze mnie musz­kie­ci­na­mi.

Jestem BLO­Go­sła­wio­ny, a cała przy­go­da z blo­go­wa­niem jest dla mnie BLO­Go­sła­wień­stwem. Nie mam poję­cia dokąd mnie zapro­wa­dzi, bo nie znam przy­szło­ści, ale jestem prze­szczę­śli­wym czło­wie­kiem. Odwa­ży­łem się robić coś, w co nikt nie wie­rzył. Poza mną i moją żoną. Zawal­czy­łem ze swo­imi ogra­ni­cze­nia­mi - języ­ko­wy­mi i mery­to­rycz­ny­mi. Dzię­ki pisa­niu pozby­wam się wyima­gi­no­wa­nych kom­plek­sów. Czy blo­go­wa­nie jest auto­te­ra­pią? TAK! Czy roz­wi­ja mnie i pozwa­la doku­men­to­wać życie? TAK! Czy posze­rza gro­no dobrych ludzi spo­ty­ka­nych w dro­dze do moich celów? TAK!

Mógł­bym sku­piać się tyl­ko na pozy­ty­wach, ale nie­ste­ty - są też nega­ty­wy. Za nie dzię­ku­ję loso­wi chy­ba nawet bar­dziej. Dzię­ki nim realia bru­tal­nie ścią­ga­ją mnie na zie­mię, po któ­rej lubię stą­pać, gdy mnie już ktoś na nią spro­wa­dzi. Naiw­ność pierw­szych wra­żeń kory­gu­ją wra­że­nia dru­gie, trze­cie, pią­te i dzie­sią­te. Pie­cząt­ki fak­tów wery­fi­ku­ją praw­dzi­wość, uczci­wość i wia­ry­god­ność. W blo­gos­fe­rze nie­bo jest limi­tem, marze­nia napę­dem, dobre tek­sty i pot na spra­co­wa­nym czo­le kata­li­za­to­rem, a życie pali­wem. Nie da się nie żyć po dru­giej stro­nie blo­ga i mieć coś cie­ka­we­go do powie­dze­nia. On jest tyl­ko nośni­kiem praw­dzi­wych wyda­rzeń, praw­dzi­wych prze­żyć i praw­dzi­wych emo­cji.

BLO­Go­sła­wio­ny ten, któ­ry chce się tym wszyst­kim dzie­lić ze świa­tem. Nie jak eks­hi­bi­cjo­ni­sta, ale czło­wiek świa­do­my war­to­ści swo­je­go życia i doświad­czeń. To prze­cież bez­cen­ne, nie­wy­ce­nial­ne jako­ścio­wo dary, odda­wa­ne Wam, Czy­tel­ni­kom za dar­mo. Mone­tą za to dobro nie jest lajk, komen­tarz czy miłe sło­wo. To Wasza obec­ność i wysy­sa­nie z odda­wa­nych tu słów esen­cji do zapa­rza­nia kolej­nych Waszych prze­żyć, łama­nia sche­ma­tów, otwo­rze­nia się na to, co do tej pory było zamknię­te na 4 spu­sty. Poko­ny­wa­nie sie­bie jest dla mnie naj­waż­niej­sze. I mam nadzie­je, że rów­nież dla Was.

Moty­wa­cje, pró­by spoj­rze­nia z innej per­spek­ty­wy, opo­zy­cje i poszu­ki­wa­nie roz­wią­zań tam, gdzie wyda­je się, że wszyst­ko już zosta­ło daw­no odkry­te - to moje chę­ci i ambi­cje. To moje BLO­Go­sła­wień­stwo. Chcę wię­cej, chcę sze­rzej, chcę lepiej. I robię to! Prze­kra­czam gra­ni­ce, bo prze­sta­łem się bać mieć więk­sze niż dotych­czas ocze­ki­wa­nia. W dodat­ku okre­ślam je sam, a do tej pory czę­ściej były budo­wa­ne przez moje oto­cze­nie. Blog uwol­nił moje skrę­po­wa­ne talen­ty i zrzu­cił kaj­da­ny ogra­ni­czeń. Dzię­ki nie­mu wiem o sobie wię­cej i odkry­wam ludz­kie Ame­ry­ki jesz­cze raz. Od nowa, od pod­staw. Ina­czej, bo "po moje­mu".

Jestem szczę­śli­wy, że się zBLO­Go­sła­wi­łem. Dzię­ku­ję sobie, że cią­gle chcę. Kła­niam się Wam, że wciąż przy­by­wa­cie.

Do następ­ne­go.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook21Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter