Blogerski uroboros

Blogerski uroboros

Na począ­tek zakła­dam, że wszy­scy moi czy­tel­ni­cy wie­dzą, co to jest blo­gos­fe­ra i kto to jest blo­ger, praw­da? Innej odpo­wie­dzi niż TAK, nie uzna­ję, zatem skup­my się na tema­cie wła­ści­wym, czy­li blo­ger­skim uro­bo­ro­sie.

Co to jest uroboros?

Inter­pre­ta­cji jest wie­le, dla­te­go odsy­łam do Wiki­pe­dii, a mnie naj­bar­dziej w kon­tek­ście blo­gos­fe­ry inte­re­su­je podej­ście Jun­gauro­bor to meta­fo­ra wcze­sno­dzie­cię­cej fazy roz­wo­ju, w któ­rej jesz­cze nie zaszedł pro­ces róż­ni­co­wa­nia na świat zewnętrz­ny i wewnętrz­ny, a zatem fazy, w któ­rej nie ufor­mo­wa­ła się jesz­cze toż­sa­mość sek­su­al­na.

Gdy­by tak zatem połą­czyć sło­wo uro­bor i blo­ger, to oka­że się, że kon­tekst sek­su­al­ny ma tu sens, bo blo­ge­rzy zja­da­ją­cy wła­sny ogon i brandz­lu­ją­cy się swo­imi doko­na­nia­mi, to ostat­nio jakiś nowy trend, któ­ry zagar­nął spo­rą rze­szę piszą­cych w sie­ci.

Bloger naSZPAN

O tym, że wiel­bić blo­ge­ra nale­ży i nie moż­na mieć innych blo­gów przed nim już pisa­łem, więc nie będę się powta­rzał. Nie­mniej nadal nie docie­ra do inter­ne­to­wych twór­ców, że pod­nie­ta sobą samym (a już tym bar­dziej swo­imi doko­na­nia­mi w posta­ci licz­by notek) nie­wie­le wno­si w prze­strzeń zwa­ną Inter­ne­tem. Blo­ger pisze na blo­gu, więc to nie­ja­ko jego pra­ca, więc nie ma nic cie­ka­we­go w tym, że pisze, bo prze­cież taka jest jego rola - publi­ko­wać treść.

Nie rozu­miem zatem, po jaką cho­le­rę, po raz kolej­ny, wtó­ry, dzie­sią­ty powta­rzać jak man­trę do swo­ich czy­tel­ni­ków: ZOBACZ, ILE NOTEK NAPISAŁEM!

Podsumowanie podsumowania z podsumowaniem w podsumowaniu do podsumowania

Przy­kła­do­wy blo­ger naj­pierw zaczy­na pisać czę­sto, czy­li codzien­nie. Pomi­ja­jąc fakt, czy ma o czym - dzień w dzień szczu­je swo­ich czy­tel­ni­ków nową tre­ścią. Ci z kolei, zabie­ga­ni, ale cią­gle wier­ni i odda­ni blo­ge­ro­wi - muszą czy­tać, muszą wyra­biać, muszą zna­leźć czas na zaja­da­nie się tą tre­ścią. To waż­ne nie­mal jak posi­łek, odda­wa­nie kału i moczu, czy­li spra­wa fun­da­men­tal­na! Oczy­wi­ście czy­tel­ni­cy się nie wyra­bia­ją, więc co robi blo­ger naSZPAN? W swo­jej dobro­tli­wo­ści i sza­cun­ku do pod­da­nych ratu­je pod­su­mo­wa­niem, by owiecz­ki w jego sta­dzie wszyst­kie były bia­łe i żad­nej czar­nej nie przy­tra­fi­ło się pomi­nię­cie któ­re­go­kol­wiek tek­stu.

Patelnia z odgrzewanymi kotletami

Jestem zdru­zgo­ta­ny licz­bą pier­dół bra­nych na kanał przez blo­ge­rów, któ­rzy mają poten­cjał, by pisać dużo war­to­ściow­sze tre­ści, ale bar­dziej iry­tu­je mnie ich ciśnie­nie na doce­nia­nie kiep­skich tek­stów giną­cych w gąsz­czu tych lep­szych. Nie ma moż­li­wo­ści, aby trzy­mać sta­ły poziom wypo­wie­dzi przy wyso­kiej czę­sto­tli­wo­ści publi­ka­cji. Cza­sem zda­rzy się gor­szy dzień, przyj­dzie gor­szy czas, dla­te­go wdzie­ra­ją­ce się drzwia­mi i okna­mi pod­su­mo­wa­nia, któ­re mają na celu pod­krę­cić tyl­ko sta­ty­sty­ki licho roz­cho­dzą­cych się notek, są żenu­ją­cą for­mą pro­mo­cji sła­bi­zny.

Nie mam nic do reflek­sji wyni­ka­ją­cych z kro­ków milo­wych sta­wia­nych na blo­gu, czy "bene­fi­sów" zwią­za­nych ze sta­żem pra­cy nad swo­im miej­scem w necie. Takie sytu­acje aż pro­szą się o spię­cie klam­rą i prze­my­śle­nie kie­run­ku dal­szych dzia­łań, ale pod­su­mo­wa­nia co tydzień, by żad­ne blo­ger­skie pierd­nię­cie nie uszło pła­zem czy­tel­ni­ko­wi, to zwy­czaj­ne prze­gię­cie. Uro­bor blo­ger­ski.

Pod­su­mo­wu­jąc (sic!) - niech każ­dy robi co chce, ale war­to pamię­tać, że odgrze­wa­ny tygo­dnio­wy kotlet sma­ku­je jak pode­szwa. Nikt ani go nie kupi, ani nie zje, a jedy­ne co może zaofe­ro­wać sze­fo­wi kuch­ni to zwrot, ale nie naczyń.

photo credit: Paul A. Rizer via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter