Blog to nie forum dyskusyjne

Blog to nie forum dyskusyjne

Uwiel­biam dys­ku­to­wać, wymie­niać opi­nie, nawet jeśli są skraj­ne i nic na to nie pora­dzę, że mam swo­je zda­nie (któ­re nie­chęt­nie zmie­niam, ale zda­rza się). Im dłu­żej dzia­łam w blo­gos­fe­rze, tym bar­dziej zaczy­nam rozu­mieć, dla­cze­go nie wol­no dopusz­czać do tego, by jakiś baran wcho­dził na gło­wę blo­ge­ro­wi.

Zasady

Od same­go począt­ku wpro­wa­dzi­łem na blog ZASADY. Do tej pory rzad­ko z nich korzy­sta­łem i nawet przy mini-kry­zy­sie (Dla­cze­go nie napi­szę o dłu­go­ści peni­sa) wie­le komen­ta­rzy zosta­wi­łem sobie na pamiąt­kę, nawet jeśli nie były mi przy­chyl­ne. Pró­bo­wa­łem roz­ma­wiać, mimo nie­sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ści. Dzień publi­ka­cji tej not­ki do naj­pięk­niej­szych nie nale­żał, ale z dru­giej stro­ny potrak­to­wa­łem go jak doświad­cze­nie. Póź­niej tra­fił mi się jakiś gorz­ki smak, któ­ry komuś usiadł na pod­nie­bie­niu (Gdańsk blo­ge­rem sil­ny) i tu już moc­no waha­łem się, czy aby za bar­dzo nie daję wodzić się za nos. Dziś już nie miał­bym tyle cier­pli­wo­ści, ale znów wyda­rze­nie przy­ją­łem jako cie­ka­wost­kę przy­rod­ni­czą. Aż tu nagle nie dalej jak wczo­raj dowia­du­ję się, że nie sza­nu­ję czy­tel­ni­ków (Soczy­sta kur­wa - nie szu­kaj­cie, komen­ta­rze już usu­nię­te), bo ośmie­lam się mieć swo­je zda­nie, któ­re­go dodat­ko­wo za żad­ne skar­by nie chcę zmie­nić. Tego już było za wie­le i coś we mnie pękło, bez­pow­rot­nie się zmie­ni­ło.

W dupach się poprzewracało

Nie ma sen­su tłu­ma­czyć po raz kolej­ny i wra­cać do tema­tu, co jest ideą blo­ga, ale cza­sem war­to tup­nąć nogą i powie­dzieć wol­noć blo­ge­rze na swo­im ser­we­rze. Jestem czło­wie­kiem dia­lo­gu, ale jeśli w moim domu (a tak trak­tu­ję blog), gość zaczy­na mi wymy­ślać, przy czym na począ­tek grzecz­nie mówię, że się z nimi nie zga­dzam, to następ­nym kro­kiem jest już tyl­ko wylot. Jeśli roz­mo­wa nie skut­ku­je - daję kopa w zad i wywa­lam za drzwi. Rozu­miem zna­cze­nie sza­cun­ku do czy­tel­ni­ka, ale wyżej od nie­go jest sza­cu­nek do same­go sie­bie. Ja otwie­ram sze­ro­ko drzwi, ale jeśli dia­log zaczy­na się od ata­ku na moją nie­za­leż­ność - nie koń­czę na patycz­ko­wa­niu, tyl­ko gro­żę banem. Mój blog - moje zasa­dy. To nie jest pie­przo­ne forum dys­ku­syj­ne, gdzie teo­re­tycz­nie każ­dy głos się liczy, a zada­niem mode­ra­to­ra jest uspo­ka­jać i dbać o to, by sobie nikt do gar­deł nie ska­kał. Nie, u Musz­kie­te­ra na moich musz­kie­ci­nach z dniem 6 stycz­nia 2014 będę wypie­przał w kosmos wszyst­kie komen­ta­rze, któ­re są mi nie­przy­chyl­ne.

  • Pod­kre­ślam, obra­żasz mnie - wyla­tu­jesz.
  • Nie zga­dzasz się ze mną, ale sen­sow­nie argu­men­tu­jesz bez wycie­czek oso­bi­stych - zosta­jesz.
  • Kto decy­du­je o tym, co jest sen­sow­ne - JA.

Tylko głodne hieny szczekają

Spra­wa jest pro­sta jak logi­ka rol­ni­ka, więc nie będę się roz­wo­dził nad czy­imś bra­kiem zro­zu­mie­nia. Nie zale­ży mi na wszyst­kich, któ­rzy mnie czy­ta­ją. Serio. Z więk­szo­ścią z Was nigdy się nie spo­tkam i nawet nie prze­czy­tam komen­ta­rza, bo go nie napi­sze­cie, ale wiem, że będzie­cie wra­cać. To Wasza decy­zja, co robi­cie ze swo­im cza­sem i życiem, ale ja będę się tu czuł kom­for­to­wo, bo jestem u sie­bie, a jak się to komuś nie podo­ba, to ser­decz­nie uśmie­cha­jąc się piszę: spier­da­laj, póki jesz­cze możesz, bo prę­dzej czy póź­niej to ja Cię stąd wypier­do­lę. Nawet to, że teraz jestem wul­gar­ny to jest moja spra­wa, bo widocz­nie chcę być wul­gar­ny. To napraw­dę nie jest skom­pli­ko­wa­ne zada­nie z mate­ma­ty­ki wyż­szej.

Zmie­niam swo­je poglą­dy, rewi­du­ję je i to prze­sad­nie czę­sto i jakoś nie po dro­dze mi z osob­ni­ka­mi, któ­rzy pró­bu­ją mi wbić do gło­wy bla­de teo­rie. W jed­nym jestem nie­zmien­ny - mam uczu­le­nie na trol­li, któ­rzy nie dając nic od sie­bie, żeru­ją na gra­ti­sach od uczci­wie pra­cu­ją­cych. Ja muszę napra­co­wać się na pysz­ne dan­ko, któ­rym jest not­ka na blo­gu, a przyj­dzie taki jeden z dru­gim na ucztę i nie będzie potra­fił się zacho­wać oraz zechce pierd­nąć w komen­ta­rzu po wszyst­kim, że mu nie sma­ku­je. Ano­ni­mo­wym (i nie­ano­ni­mo­wym też) dar­mo­zja­dom sta­now­czo mówię - wypier­da­lać. Zdech­nij­cie z gło­du, jak nie potra­fi­cie przy­go­to­wać się z god­no­ścią na bal u Musz­kie­te­ra. Nie dla hien kieł­ba­sa. Od dziś u mnie może­cie już tyl­ko prze­glą­dać się jak w witry­nie skle­po­wej - pro­mo­cja się skoń­czy­ła, bo ostat­ni raz rzu­cam mię­sem z Wasze­go powo­du.

photo credit: Duda Arraes via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter