Mówić to mało, trzeba rozmawiać - Blog Forum Gdańsk 2014

Mówić to mało, trzeba rozmawiać - Blog Forum Gdańsk 2014

Na Blog Forum Gdańsk byłem po raz pierw­szy w 2013. To było dla mnie nie lada wyda­rze­nie, któ­re mia­ło wpływ na póź­niej­sze losy Musz­kie­te­ra. Co wynio­słem z BFG 2014?

Naresz­cie czu­ję się ugrun­to­wa­nym wewnętrz­nie blo­ge­rem. Pozby­łem się kom­plek­sów i pew­nych skru­pu­łów, któ­re trzy­ma­ły się mnie jesz­cze cał­kiem nie­daw­no. Co zmie­ni­łem? Przede wszyst­kim zadba­łem o wewnętrz­ną spój­ność i wia­rę w sens tego, co tutaj robię. W tam­tym roku nie byłem pew­ny, czy chcę być czę­ścią blo­gos­fe­ry, a dziś nie wyobra­żam sobie bez niej życia. Zresz­tą, nawet nie cho­dzi o blo­gos­fe­rę, a o ludzi, któ­rzy ją two­rzą. Jeste­śmy wie­lo­barw­ną gru­pą pięk­nych oso­bo­wo­ści i każ­dy z nas ma coś uni­ka­to­we­go do zapro­po­no­wa­nia świa­tu. Czę­sto jed­nak świat nas nie chce zaak­cep­to­wać taki­mi, jaki­mi jeste­śmy i plu­je na nas jadem, szar­ga nasze war­to­ści, tępi aktyw­no­ści, bo nie rozu­mie inno­ści, któ­rej praw­do­po­dob­nie się oba­wia, bo wykra­cza­my poza stan­dard.

Dzię­ki BFG, na 2 dni Gdańsk stał się Mia­stem Blo­ge­rów, dla któ­rych WOLNOŚĆ jest pod­sta­wą do ist­nie­nia. Przez 48 godzin nie było podzia­łów na lep­szych i gor­szych, mniej­szych i więk­szych, poczyt­nych i nie­po­czyt­nych, zara­bia­ją­cych i dora­bia­ją­cych. Na moment sta­li­śmy się blo­ger­ską rodzi­ną Adam­sów, w któ­rej każ­dy jest inny i na swój jedy­ny, nie­po­wta­rzal­ny spo­sób - wyjąt­ko­wy.

Dlaczego relacja nie będzie (za) długa?

Zasta­na­wia­łem się dłu­go, co tu dziś napi­szę. W pierw­szej chwi­li, gdy wra­ca­łem z wyjaz­du do domu, pomy­śla­łem, że po takich tonach inspi­ra­cji wyni­ka­ją­cych nie z pre­lek­cji, a ze spo­tkań z inny­mi ludź­mi, to ja chy­ba zamę­czę Was wynu­rze­nia­mi zaja­wio­ne­go i głod­ne­go suk­ce­sów blo­ge­ra. Mógł­bym siać rado­ścią jak ktoś spusz­czo­ny ze smy­czy ogra­ni­czeń i poka­zać Wam, ile to wspa­nia­ło­ści skon­su­mo­wa­łem, dosłow­nie i w prze­no­śni, w cią­gu tych kil­ku­dzie­się­ciu godzin.

Prze­my­śla­łem to i zmie­ni­łem zda­nie. Będzie ina­czej.

Goto­wi? No to zaczy­na­my.

Eurolotem na drugi koniec Polski!

Mówi się, że wia­ra czy­ni cuda, a nie tyl­ko przez wia­rę moż­na góry prze­no­sić. Dla­te­go, że w tam­tym roku jecha­łem z Kra­ko­wa do Gdań­ska Pol­skim­Bu­sem i mimo wygod­nych sie­dzeń, szyb­kich aut i wifi na pokła­dzie, męczy­łem się bli­sko 10 h w dro­dze - w 2014 zało­ży­łem, że pole­cę samo­lo­tem. Nigdy nie lecia­łem, więc tym bar­dziej ocho­ta była bar­dzo wiel­ka. Wyszu­ka­łem loty, spraw­dzi­łem daty i... cena pod­cię­ła mi skrzy­dła.

Nie był­bym sobą, gdy­bym jed­nak nie spró­bo­wał poszu­kać roz­wią­za­nia. Oka­za­ło się, że z Kra­ko­wa na BFG wybie­ra się kil­ka osób, więc wymy­śli­łem, że ode­zwę się do linii Euro­lot, ofe­ru­ją­cych prze­lot na tra­sie Kra­ków-Gdańsk, z pro­po­zy­cją zniż­ki na lot w zamian za pro­mo­cję w kana­łach spo­łecz­no­ścio­wych naszych blo­gów.

Fragment maila do Eurolotu

Frag­ment maila do Euro­lo­tu

Nikt z osób, któ­re weszły ze mną w komi­ty­wę nie wie­rzył, że uda mi się cokol­wiek zała­twić. Ja sam myśla­łem, że to jest total­nie wariac­kie, ale z dru­giej stro­ny cze­ka­łem na to aż uru­cho­mię w kimś tam, po dru­giej stro­nie, zwy­kłe pra­gnie­nie speł­nia­nia czy­ichś marzeń i chęć poma­ga­nia ludziom w potrze­bie.

I uda­ło się! Otrzy­ma­li­śmy od Euro­lo­tu zniż­kę na prze­lot do Gdań­ska i z powro­tem do Kra­ko­wa. W podróż wybra­łem się z Mate­uszem Ochma­nemBóg, honor & rock 'n' roll oraz z Micha­łem MajemŻycie jest pięk­ne!. Mate­usz, podob­nie jak ja, po raz pierw­szy wzbi­jał się w powie­trze na pokła­dzie samo­lo­tu, a Maju ze wzglę­du na swo­je podróż­ni­cze przy­go­dy, udzie­lał nam rad typu "co będzie dalej" :) Do tej pory nie zna­li­śmy się ni w ząb, a uda­ło się nam stwo­rzyć dobry kli­mat wza­jem­ne­go wspar­cia, opar­ty na zaufa­niu i wymia­nie naszych doświad­czeń.

Eurolot - bilet

Bile­ci­ki do kon­tro­li?

W cza­sie tych dwóch dni na BFG mało się widy­wa­li­śmy z Mate­uszemMicha­łem, ale wyda­je mi się, że moja ini­cja­ty­wa z Euro­lo­tem spo­wo­do­wa­ła cie­ka­wy sku­tek ubocz­ny w dro­dze powrot­nej. Maju zała­twił gra­ti­so­wy trans­port z Teatru Szek­spi­row­skie­go na lot­ni­sko w Gdań­sku, a Ochman zor­ga­ni­zo­wał dojazd tak­sów­ką do domów już w Kra­ko­wie.

W moim odczu­ciu - pozna­łem dwóch faj­nych chło­pa­ków, któ­rzy są tak bar­dzo róż­ni ode mnie, a jed­no­cze­śnie tak wie­le nas łączy - na pew­no to, że lubi­my się śmiać, żar­to­wać, nawet w sytu­acji, gdy ze wzglę­du na warun­ki pogo­do­we trze­ba przy­mu­so­wo lądo­wać w Kato­wi­cach, zamiast w Kra­ko­wie. Poczu­łem więź z ludź­mi, z któ­ry­mi zna­łem się zale­d­wie kil­ka­dzie­siąt godzin. Przy­pa­dek? Nie! To kla­sycz­na siła budo­wa­nia rela­cji mię­dzy­ludz­kich.

A wszyst­ko zaczę­ło się prze­cież od nie­win­ne­go pomy­słu na wspól­ny prze­lot.

Eurolot - wschód słońca

Wschód słoń­ca z lotu Euro­lo­tu

W imie­niu całej naszej trój­ki pra­gnę podzię­ko­wać liniom Euro­lot za umoż­li­wie­nie nam prze­lo­tu na dru­gi koniec Pol­ski w kom­for­to­wych warun­kach. Zako­cha­łem się w lata­niu i choć strach mnie nie opusz­cza, to jed­nak oswo­iłem ten śro­dek trans­por­tu i cie­szę się, że mogłem sko­rzy­stać z takiej moż­li­wo­ści. WIELKIE DZIĘKUJĘ!

Spotkania i rozmowy

Myśla­łem, że stresz­cze­nie pre­lek­cji i pane­li, któ­re oglą­da­łem oraz odro­bie­nie zale­gło­ści (tak, przej­rza­łem wystą­pie­nia onli­ne - te, któ­re świa­do­mie omi­ną­łem) pozwo­li mi zre­fe­ro­wać Wam tutaj, co było i dla­cze­go było war­to. Uzna­łem jed­nak, że to bez sen­su, bo ani nie oddam kli­ma­tu tam­te­go miej­sca i cza­su, ani nie ma takiej potrze­by, by opo­wia­dać o wystą­pie­niach, któ­re moż­na obej­rzeć w inter­ne­cie i same­mu wyro­bić sobie zda­nie. Dla­te­go odpusz­czam.

Naj­waż­niej­sze były spo­tka­nia i roz­mo­wy. Trud­no jest pisać o nich, bo nie nada­ją się do publi­ka­cji. Wszyst­kie były bar­dzo moc­ne i intym­ne, bo prze­cież trą­bię wszem i wobec, że pier­dół nie lubię - za to uwiel­biam kon­kret, choć nie zawsze wyra­ża­ny wprost.

Z BFG 2014 mam kil­ka wspo­mnień, któ­re naj­bar­dziej utkwi­ły mi w pamię­ci:

- "Cześć, jestem Damian, Musz­kie­ter!" - rzu­co­ne do Joasi Mali­now­skiej-Parzy­dło, gdy wresz­cie mogłem ją poznać na żywo,
- drże­nie moje­go cia­ła, gdy usły­sza­łem pod­czas pane­lu ukra­iń­skich blo­ge­rów, że są na liście do zabi­cia, a ich blo­gi to ostat­ni bastion nor­mal­no­ści, pozwa­la­ją­cy nie zwa­rio­wać w sytu­acji, w któ­rej się zna­leź­li,
- łzy dzien­ni­kar­ki - Pani Marii Prze­ło­miec, gdy powie­dzia­łem, że wyko­nu­je wspa­nia­łą i odważ­ną pra­cę oraz pod­no­si świa­do­mość Pola­ków bez prze­kła­mań,
- zasko­cze­nie Segrit­ty, gdy wresz­cie ją pozna­łem na żywo, a ona spon­ta­nicz­nie wypa­li­ła: "Wyobra­ża­łam sobie Cie­bie jako takie­go chu­dziel­ca z bród­ka, a tu pro­szę, taaaki facet!",
- moje życze­nia "do pudeł­ka" dla Szla­chet­nej Pacz­ki,
- nie za słod­ką roz­mo­wę z Malvi­ną,
- gorz­ką, ale pysz­ną kawę od Cof­fe­eDesk, któ­rej za żad­ne skar­by nie wol­no zale­wać mle­kiem!
- praw­dzi­wy, uczci­wy, nie­skrę­po­wa­ny pozy­tyw MC Sil­ka,
- impre­zo­wość Artu­ra i powa­gę Artu­ra, ach ten Toruń!
- "Kocham Cię!" rzu­ca­ne raz po raz przez Vire­na,
- radość z mojej odwa­gi, ale i zakło­po­ta­nie Jar­ka Kuź­nia­ra, gdy zauwa­żył, że duet ze mną na sce­nie nie będzie do koń­ca rela­cją mistrz-uczeń,
- męski, potęż­ny przy­tu­las od Jac­ka Kotar­biń­skie­go z okrzy­kiem "Jesteś mar­ką!", gdy scho­dzi­łem ze sce­ny po warsz­ta­cie z Jar­kiem Kuź­nia­rem,
- dłu­gą roz­mo­wę o komu­ni­ka­cji z Zapę­tlo­ną Kasią,
- wraż­li­wość Kon­ra­da Krucz­kow­skie­go,
- szcze­rość, humor i bez­pre­ten­sjo­nal­ność Mar­ci­na Walen­ci­ka,
- samo­rod­ny talent kaba­re­to­wy Huber­ta Twor­kow­skie­go,
- "Rado­sny" w wyko­na­niu Patry­cji Kosiar­kie­wicz,
- "tutu­ru­tu­tu" w wyko­na­niu Bie­lec­kich i spół­ki,
- "miło mi Cię poznać" rzu­co­ne od Komin­ka, gdy się przed­sta­wia­łem (tyle się oczy­ta­łem rok temu, że nikt do nie­go nie pod­cho­dzi, więc pod­sze­dłem, żeby się przy­wi­tać jak cywi­li­zo­wa­ny czło­wiek),
- chwi­la chwa­ły, gdy Szaf­fi wywo­ły­wał mnie ze sce­ny, a ja aku­rat wte­dy posta­no­wi­łem się przejść tam, gdzie kró­lo­wie cha­dza­ją pie­cho­tą.

Blogosfera nic nie musi udowadniać

Dziś wiem, że blo­gos­fe­ra nie musi nic niko­mu udo­wad­niać. Z nią jest wszyst­ko w porząd­ku. To zbiór genial­nych, pomy­sło­wych ludzi, któ­rzy na co dzień ze wzglę­du na swo­ją wraż­li­wość, pięt­nu­ją absur­dy, ude­rza­ją w sumie­nia, popra­wia­ją świat. Ten, któ­ry zasta­li się im nie podo­ba, więc two­rzą lep­szy - swój.

Jestem dum­ny z tego, że jestem blo­ge­rem i mogę być czę­ścią tego zja­wi­ska spo­łecz­ne­go, któ­re nadal tak wie­lu pró­bu­je zamknąć w klat­ce, ogra­ni­czyć, zakne­blo­wać, posta­wić na ścian­ce, sfo­to­gra­fo­wać i przy­le­pić łat­kę. Blo­ge­rzy nie przy­pi­na­ją łatek. To łat­ki są przy­pi­na­ne blo­ge­rom za to, że myślą nie­stan­dar­do­wo, że potra­fią ser­wo­wać nie­po­wta­rzal­ną treść, że są nie­moż­li­wie inte­li­gent­ni, pomy­sło­wi i róż­no­rod­ni. Nie­na­wi­dzi się ich za nie­sza­blo­no­wość i nie­prze­wi­dy­wal­ność.

Tym­cza­sem praw­da jest taka, że blo­ge­rzy są zwy­kły­mi ludź­mi, któ­rzy się­ga­ją po nie­zwy­kłość. Kto pró­bu­je im zabra­niać być sobą, ten nigdy nie zro­zu­mie idei wol­no­ści. Blo­ge­rów stać na coraz wię­cej, bo się roz­wi­ja­ją i wbrew kłam­li­wym opi­niom - nie obcho­dzą ich pie­nią­dze.

Naj­waż­niej­szy dla nich jest czło­wiek. Ty.

PS

Korzy­sta­jąc z Two­jej uwa­gi - dorzu­cam bonus sprzed 10 lat, któ­ry jest też zapo­wie­dzią pod­ca­stów na blo­gu.

[audio:http://muszkieter.in/wp-content/uploads/2014/10/wywiad-radio-krakow-damian-moskalski.mp3]