Bezstresowe życie

Bezstresowe życie

Stres zabi­ja - tak mówią wszy­scy leka­rze. Wyda­je się jed­nak, że to on wła­śnie napę­dza do wyko­ny­wa­nia rze­czy nie­moż­li­wych. Czy zatem bez­stre­so­we życie może być celem?

Nie będę się denerwował

Czę­sto zda­rza mi się mówić na głos, że się czymś nie przej­mu­ję. W dupie to mam! Po czym już za chwi­lę oka­zu­je się, że im bar­dziej chciał­bym się to ole­wać, tym bar­dziej świ­dru­je mi gło­wę. Zale­ży mi na wie­lu rze­czach, któ­re tak bar­dzo potrze­bu­ję zosta­wić za sobą. Wte­dy poja­wia się stres i złość. Na to coś, na sie­bie, na wszyst­ko.

Stres jest potrzeb­nym i nie­od­łącz­nym ele­men­tem zmia­ny. To jak sobie z nim radzi­my, zale­ży już od nas. Ja np. jaram nie­zli­czo­ne licz­by fajek, prze­stę­pu­ję z nogi na nogę, albo ner­wo­wo się uśmie­cham, nie zawsze wte­dy gdy się powin­no. Nie­raz ten mały potwór dopa­dał mnie w róż­nych dziw­nych sytu­acjach, by zabrać chęć, ale nie moż­li­wo­ści, pod­kraść dobry humor, ale nie pozy­tyw­ne nasta­wie­nie, zni­we­lo­wać poczu­cie wła­snej war­to­ści, ale nie war­tość samą w sobie. Nie­raz trak­tu­ję stres jak wro­ga, ale co ja pora­dzę, że mnie stres stre­su­je.

Zasta­na­wia mnie też idea bez­stre­so­we­go wycho­wa­nia, bo ja nie mia­łem tego szczę­ścia, by być tak wycho­wy­wa­nym. Zacho­dzę w gło­wę, czy taka ochro­na przed stre­sem nie pozba­wia dziec­ka stycz­no­ści z rze­czy­wi­sto­ścią. Zda­nia w moim oto­cze­niu są podzie­lo­ne. Jed­ni hoł­du­ją, inni nie są do koń­ca prze­ko­na­ni, ale wszech­ogar­nia­ją­cy nacisk spo­łecz­ny dopa­da i ich. Bo co to tak napraw­dę jest to bez­stre­so­we wycho­wy­wa­nie? Powin­no uczyć sza­cun­ku do sie­bie, a nie­raz jest wypa­cza­ne jako uciecz­ka od mini­mal­nej odpo­wie­dzial­no­ści za to, co dziec­ko wyczy­nia. Bo jak tu żyć bez stre­su zwią­za­ne­go z kon­se­kwen­cją?

Czy da się żyć bez stresu?

Nie będę ory­gi­nal­ny, jeśli powiem, że nie da się. Nie odkry­ję Ame­ry­ki, jeśli powiem, że stres poma­ga. Wiem jed­nak, że bez dzia­łań obni­ża­ją­cych stre­su­ją­ce sytu­acje nie da się nor­mal­nie funk­cjo­no­wać. Bo jak tu sku­pić się na życiu pry­wat­nym, czy zawo­do­wym, jeśli jed­no i dru­gie masz w roz­syp­ce? Jak myśleć o kasie, gdy się pra­cy nie ma, jak dbać o swój zwią­zek, gdy nie potra­fi­cie już ze sobą roz­ma­wiać. Moż­na mno­żyć sytu­acje, któ­re roz­wa­la­ją pod­sta­wy poczu­cia bez­pie­czeń­stwa, a to już pro­sta dro­ga do załam­ki i wzro­stu pozio­mu stre­su nad stan alar­mo­wy.

Nie mam zło­tych spo­so­bów, ina­czej ten tekst miał­by tytuł "100 spo­so­bów na obni­że­nie stre­su", ale z wła­snych doświad­czeń wiem, że stres trze­ba prze­żyć z moż­li­wie naj­mniej­szym uszczerb­kiem dla swo­je­go życia.

Pułap­ką są też porów­na­nia do innych, ponie­waż każ­dy ma swo­ją, jedy­ną, nie­po­wta­rzal­ną sytu­ację w życiu i nie moż­na pró­bo­wać jej odwzo­ro­wy­wać na życiu innych. To zawsze pro­wa­dzi doni­kąd. Moim zda­niem naj­le­piej jest się ze stre­sem tro­chę pogo­dzić, spró­bo­wać na nie­go spoj­rzeć z zewnątrz, być może ocza­mi innych, a już na pew­no nale­ży eli­mi­no­wać stre­su­ją­ce sytu­acje, gdy ner­wy masz na wierz­chu i każ­da kolej­na zagwózd­ka gro­zi wybu­chem.

Nie radzę też zwal­czać ognia ogniem, czy­li prze­kie­ro­wy­wać stres na inny stres. Syn­drom "wynaj­dę sobie co inne­go", czy­li np. uszko­dzę sobie nogę, to prze­sta­nę myśleć o bólu gło­wy. Nie prze­sta­niesz mieć pro­ble­mu, któ­ry stre­su­je, zmie­niasz tyl­ko ogni­sko zapal­ne, pogar­sza­jąc sytu­ację i dokła­da­jąc sobie wię­cej niż masz na teraz.

Wiem, że poma­ga sport, by na chwi­lę uciec w pro­duk­cję endro­fin, ale to tyl­ko doraź­na odskocz­nia, któ­ra na dłuż­szą metę jest rów­nież pułap­ką.

Bezstresowy balans

Według mnie naj­lep­szym roz­wią­za­niem jest szu­ka­nie balan­su i pró­ba zabi­cia w sobie poczu­cia, że nie masz kon­tro­li. Bo stres bie­rze się rów­nież z bez­sil­no­ści, kie­dy po pro­stu nie masz wpły­wu, a ten jak wie­my jest naj­więk­szy, gdy z luzem może­my podej­mo­wać decy­zje i nie bać się ich kon­se­kwen­cji. Moż­na się na te kon­se­kwen­cje ewen­tu­al­nie przy­go­to­wać roz­pa­tru­jąc róż­ne sce­na­riu­sze. Gdy już napraw­dę nie radzę sobie ze stre­sem, zaczy­nam pra­co­wać na mapach myśli. Przy­da­je się do tego apli­ka­cja XMind. Za jej pomo­cą two­rzę drzew­ka myśli, krok po kro­ku, na począt­ku zawsze cha­otycz­nie, bo wycią­ga­nie myśli z gło­wy wła­śnie na tym pole­ga. Wte­dy możesz spoj­rzeć na ten cały baj­zel i zacząć go porząd­ko­wać. Wie­le razy to narzę­dzie pomo­gło mi obni­żyć stres, zwłasz­cza przy trud­nych i nie­jed­no­znacz­nych decy­zjach. Jedy­ne, co musia­łem dać od sie­bie, to tro­chę cza­su i gim­na­sty­ki umy­słu. To napraw­dę poma­ga upo­rząd­ko­wać w pew­ne struk­tu­ry kon­se­kwen­cje róż­nych dzia­łań i odna­leźć w nich klucz do naj­lep­szych ruchów. A naj­lep­sze ruchy obni­ża­ją stres, a przy­naj­mniej go ogra­ni­cza­ją, bo nagle oka­zu­je się, że masz wpływ i przed sobą wie­le róż­nych dróg, dzię­ki któ­rym osią­giesz zało­żo­ne cele.

Pod­su­mo­wu­jąc - dbaj­cie o sie­bie. Świat bar­dzo stre­su­je, zwłasz­cza w obli­czu zmian, tych małych i tych dużych. War­to trzy­mać stres na wodzy, aby nie zaczął nami zarzą­dzać, bo może się to skoń­czyć kata­stro­fą. A jeśli marzy­cie o bez­stre­so­wym życiu, to od razu mówię Wam, że to marze­nia ścię­tej gło­wy. Bez­stre­so­we życie (a może i wycho­wy­wa­nie) nie ist­nie­je.