Bezrefleksyjność 2.0

Bezrefleksyjność 2.0

Bezrefleksyjność w wersji 1.0 spotykana dotąd zazwyczaj w klasycznych relacjach międzyludzkich już była. Aktualnie zauważam, że powstała nowa oznaczona numerem 2.0, której doświadczam na co dzień, nawet jeśli bronię się przed nią rękami, nogami i banami.

Ahoj, blogosfero!

Żyję w społeczności dosyć hermetycznej, która w łatwy sposób przyjmuje do swojego grona nowych, ale równie szybko wyklucza ich poza ściśle określone ramy. Mówię tutaj o blogosferze, mediach społecznościowych czy tzw. „branżuni”. Piszę od niedawna, choć poglądy wyrażam od lat i jak dotąd starałem się je przekazywać drogą ustną, tak od pewnego czasu robię to częściej na blogu. Dlaczego tutaj? – zapytacie. Otóż dlatego, że w internecie tekst zostanie. Mój pogląd także. Będę mógł do niego wrócić, ocenić z perspektywy czasu, odnieść się do myśli, jakie poruszył w Twojej głowie, a którą zostawiasz w komentarzu. Cudowna moc, którą zachłystuję się z każdą nową notką czy tematem w niej poruszanym. Za to kocham blogosferę i możliwości jakie daje, ponieważ one są nieograniczone, o ile…

…umiesz rozmawiać?

Czy ja umiem dyskutować? Czy potrafię przyjąć pogląd innej osoby, nawet jeśli jest skrajny w stosunku do mojego? Czy przyjąć znaczy bezkrytycznie się pod nim podpisać? Czy… Mógłbym mnożyć pytania jak w książeczce z rachunkiem sumienia. Czymże jednak jest ów rachunek sumienia w blogosferze, jeśli nie refleksją nad tym, co robię, dlaczego to robię, co to w ogóle da mnie i Wam. Nienawidzę, gdy ktoś na siłę wtłacza mi w głowę to, czego w niej nie mam. Białko ścina i się w żyłach, gdy czytam komentarze oderwane od rzeczywistości przedstawianej w notkach czy statusach na fejsie. Jestem zażenowany poziomem wypowiedzi, a raczej ograniczeniem postrzegania świata przez klapki na oczach, stopery w uszach i waciki w nosie. Czy to już jest bezkrytyczność? Nie. Zazwyczaj dyskutanci są bardzo krytyczni, tyle, że nie wobec siebie. I to jest ich największa porażka. Nie boję się tego określenia, bo brak myślenia i autorefleksji jest rzeczywiście przegraną. Nie wiem tylko kogo winić, a nie wierzę, że większość wypowiadających się należy do grupy nienastrojonych cymbałów. Może problemem jest to, iż nie wszyscy chcący mówić powinni się wypowiadać? Może Ci, którzy się znają niewiele mówią, a lokalnych głupków wystawiają jak mięso armatnie w walce z intelektualistami?

Umieć chcieć myśleć

Zawsze powtarzano mi, że myślenie ma przyszłość. Nie czułem się wtedy dobrze, wręcz podkopywało to moje ego i poczucie wartości. Jak tu przejść obojętnie wobec określenia, że nie myślę. Niby obraźliwe, ale dziś zaczynam rozumieć po co te ceregiele i łyżeczki dziegciu pakowane mi bez pytania do buzi. Nie wystarczy myśleć, ponieważ trzeba umieć myśleć, ale samo umienie nie jest możliwe bez chęci. Wydaje mi się, że ten skomplikowany proces, który daje jakiekolwiek poczucie sensu, wcale nie jest oczywisty dla większości osobników przebywających w blogosferze i w mediach społecznościowych. Gdyby tak jeszcze przekuć słowo myśleć w przemyśleć to już w ogóle można by przeżyć szok technologiczny. No bo jak to tak, żeby przemyśleć zanim się zacznie działać. Emocje są przecież ważne – coś je wzbudziło, to należy jak najszybciej dać im upust. Bezmyślnie, bezrefleksyjnie, natychmiast. Taki mamy teraz czas, by wyrzucać z siebie, co tylko się da przy minimalnym koszcie w sferze namysłu.

Po krótkim przemyśleniu sprawy zastanawiam się czy to, co jest wyrzucane z wnętrza przedstawia jeszcze jakąś wartość, czy raczej są to już tylko same śmieci. Mówi się, że prawda leży pośrodku, ale ja mimo tego, iż wierzę w recykling i jego zbawczą moc nigdy nie będę zwolennikiem tworzenia wysypisk tam, gdzie można budować ogrody twórczości. Mam nadzieję, że jesteś ze mną i razem przemierzymy jeszcze niejedną ścieżkę refleksji, a śmieci… spalimy w ogniu krytyki.

photo credit: Rafael Penaloza via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Pawel Bielecki

    Napisze tak. Nie należy wiedzieć CO myśleć, należy wiedzieć JAK myśleć.

  • rozsądna

    Dlatego trafiłam na blogi różnych osób, że potrzebuję takiej gimnastyki umysłu jaką zapewnia dyskusja. Nikt nie jest nieomylny i dobrze czasem spojrzeć na jakiś problem z innego niż własny punktu widzenia. Można wtedy dostrzec to, co dotychczas nam umykało, gdyż, jak wiadomo, każda ocena jest subiektywna, uzależniona od wielu czynników – przeżytych doświadczeń, wykształcenia, charakteru czy poglądów danej osoby.
    Już tu chyba Muszkieter wspominał, że tylko krowa nie zmienia poglądów (o ile je w ogóle posiada ), a inteligentny, myślący człowiek zawsze powinien analizować i próbować zrozumieć świat wokół siebie. I starać się zmieniać go, jeśli nie podoba mu się to, co widzi.

  • Wiesz, Muszkieterze? Jestem akurat w trakcie studiowania encykliki „Fides et ratio” bł. Jana Pawła II. Jakoś tak tym tekstem ładnie wpisałeś się w moje przemyślenia wynikające z tej lektury. A to bardzo mądry, choć trudny, tekst poświęcony właśnie refleksji. Mam wrażenie czasami, że ludzie nie ufają możliwości swojego rozumu. Przyjęli, że nie są w stanie ogarnąć nim większej całości. Stąd ta bezrefleksyjność, gonienie za kawałkami prawdy bez chęci spojrzenia na nią z szerszej perspektywy i przemyślenia jej.

    • Z Janem Pawłem II tekstowo boję się zmierzyć, poważnie. Jego nie można czytać ot tak sobie, do obiadu, bo przejeżdża Cię jak walec formą i treścią. Czytałeś już inne jego encykliki?

      • Fides et ratio to moje pierwsze podejście. Fakt, trudna jak cholera. Encyklika „Lumen fidelis” i adhortacja „Evangelii Gaudio” Franciszka czyta się łatwiej. Ale też „Fides et ratio” z kolei jakoś bardziej pasuje do etapu, na którym jestem: poszukiwania i zadawania pytań. Mój przewodnik duchowy nie ma ze mną lekko i pewnie dlatego odsyła mnie do trudnych tekstów. :)

  • Jestem przekonany, że wartość dodaną tworzą również działania nieprzemyślane, spontaniczne i emocjonalne. Wierzę, że nie wszystko co mówię i piszę musi być zawsze w 100-procentach przemyślane i precyzyjnie wymierzone w punkt. Niedoskonałości też potrafią być wartościowe. Poszukiwania potrafią prowadzić do zaskakujących rozwiązań. Ale nie mogę przecież uważać inaczej, bo przecież i mnie zdarza się wylewać treści nieprzemyślane, wiesz o tym.

    • Spontanicznie poszukiwać a śmiecić to dwa zupełnie różne światy. Sam jestem (jeszcze) mocno spontaniczny i emocjonalny, ale gdy czuję, że piszę w afekcie – odpuszczam. Nawet, gdyby wydawało mi się, że to co z siebie wyrzucam śmieciem nie jest (no bo że jak, ja śmiecić? :D). Na tym polega moja refleksja przed publikacją czegokolwiek w necie. Druga ciekawa i rzadko spotykana rzecz – przeczytać zanim opublikujesz. Nie chodzi o gramatyczną i stylistyczną poprawność. Treść, przyjacielu, treść :)

      • A ja lubię czytać i pisać również dla samej formy, zabawy słowem.

        • Ja też lubię bawić się formą, ale nie dla samej zabawy. Przez zabawę do mózgu jak mawiała moja przedszkolanka ;)

          • Naprawdę pamiętasz, co mawiała Twoja przedszkolanka? ;-) Sama zabawa też nie jest zła, nie zawsze trzeba kroczyć z misją, czasem warto spuścić powietrze z balonu.

          • Czy misja oznacza od razu balon, który kojarzy mi się z wielkim pustym wewnątrz tworem :)

          • To miało być pytanie, czy stwierdzenie faktu? :-)

          • Pytanie, pytajnik się zagubił w czasie, zastąpiony uśmiechem.

          • A ja myślę, że to pytanie retoryczne, łapiące mnie za słówka ;-)

          • Jakby się tak zastanowić… to możesz mieć rację ;)

          • A więc kończąc naszą radosną dyskusję – misja to misja, balon to balon, hej! :-)

        • Blisko mi do Wojciecha. Zabawa formą jest fajna. Tak samo jak wpisy płynące prosto z serca, takie bez przemyśleń i dziesięciokrotnego poprawiania. Najczęściej to właśnie pokazują nam, jaka dana osoba jest na prawdę i czy jest nam z nią po drodze czy średnio :)
          Jeśli średnio, odpuszczam. Nie wszystko musi mieć sens, być głębokie i mądre.
          Choć faktycznie, jesli chodzi o dyskusje, chciałabym, żeby ludzie bardziej się przykładali.

          • Ja też lubię zabawę słowem, ale w sposób przemyślany. Piszę często pod wpływem emocji, bo w sumie to one powodują, że chcę coś z siebie wyrzucić. Uwielbiam czytać Magdę (http://magdanazimno.be), która jest dla mnie przykładem jak pisać jajcarską formą o rzeczach niekoniecznie jajcarskich. Czy ona nie przemyśliwuje swoich tekstów? Czy nie niosą jakiegoś sensu i głębszych spraw? :) Według mnie da się i wolę po stokroć jedną myśl ubraną w stado słów, niż stado słów bez żadnej myśli.

  • Brain

    „Nie wystar­czy myśleć, ponie­waż trzeba umieć myśleć, ale samo umie­nie nie jest moż­liwe bez chęci.” banalne, ale za to jakie trafne słowa. lepiej się nie dało tego ukazać