Ameba i pantofelek

Ameba i pantofelek

Doświad­cze­nie nasze i cudze to naj­cu­dow­niej­sza rzecz, jaką moż­na nazwać rze­czą (ten nasz język pol­ski, choć boga­ty, to jed­nak cał­kiem zawi­ły jest). Bez doświad­cze­nia jeste­śmy jak inte­lek­tu­al­ne ame­by, pozba­wio­ne intu­icji i prze­żyć, czy­li osta­tecz­nie emo­cji.

Dlaczego warto być amebą?

Ame­by to takie żyjąt­ka, któ­re się dosto­so­wu­ją do warun­ków, w jakich się znaj­du­ją. I wie­cie co? Ja też jestem ame­bą, bo powie­dzieć, że się mnie zna, to tak jak­by powie­dzieć, że wszyst­ko jest niczym. Jestem zmien­ny, bar­dzo nie­sta­ły, jedy­nie w uczu­ciach zda­rza mi się sta­bi­li­za­cja, choć nie zawsze zbyt dłu­ga. Jestem niczym ame­ba, któ­ra dosto­so­wu­je się do roz­mów­ców, żeby byli zro­zu­mia­ni i żebym ja wie­dział, o czym mówią. Dla­te­go tak bar­dzo tępię bufo­na­dę, gdy jeden uczo­ny daj­my na to, wykła­da mądre okrą­głe zda­nia, któ­re w rezul­ta­cie są pseu­do-inte­li­genc­kim beł­ko­tem, a wszy­scy klasz­czą, jaki to mądry czło­wiek. A tym­cza­sem ten czło­wiek jest... pan­to­fel­kiem.

Dlaczego nie warto być pantofelkiem?

Pan­to­fe­lek przede wszyst­kim się zakła­da, a żeby zało­żyć, trze­ba sta­ran­nie dobrać roz­miar. A żeby sta­ran­nie dobrać roz­miar, trze­ba uszyć na mia­rę, a żeby uszyć na mia­rę... trze­ba być prze­ci­wień­stwem ame­by. Prze­wi­dy­wal­nym nud­nym cia­pem, któ­re­go chcą zmie­nić w pan­to­fe­lek Kop­ciusz­ka, a gdy się z nim dłu­żej poroz­ma­wia, czar pry­ska. Zwy­kły, nud­ny, pan­to­fel, na któ­re­go nawet nasi­kać trud­no w toa­le­cie, tak się błysz­czy tan­de­tą.

Kim warto?

Pro­ste pyta­nie, pro­sta odpo­wiedź - sobą. Pan­to­fel­kiem, ame­bą, ale sobą. Ja w każ­dym razie idę poćwi­czyć ame­bo­wa­nie :)

PS
Z dedykacją dla radiowca Pema.