Ambicja zabija

Ambicja zabija

Gonimy za idealnym życiem. Pragniemy tego, co nieosiągalne i choć wiemy, że gonienie króliczka jest najważniejsze, to jednak ciągle ten przeklęty futrzak spędza nam sen z powiek.

W życiu często spotykamy się z przerostem ambicji nad możliwościami. Wielu z nas zderzyło się z rzeczywistością, w której nie ma miejsca na romantyzm i życzeniowe myślenie, a właściwym jest stąpać twardo po niepewnym gruncie. I tak rodzice nadal pchają swoje pociechy w różne działania wykraczające poza przeciętność, bo przecież trzeba dziecko rozwijać ile wlezie, nawet gdy ono nie ma na to ochoty. Możemy upraszczać, że cała ta zabawa w ciągnięcie wielu srok za ogon jest kwestią niespełnienia lub zapewnienia odpowiedniego przygotowania do życia, ale gdzieś na końcu powinna pojawić się refleksja: wychowujemy człowieka z przerośniętą ambicją nieadekwatną do możliwości.

Odkrywanie talentów jest jedną z najciekawszych przygód jakie niesie nasze życie. Gdy brakuje odwagi by je odnajdywać i mnożyć może się okazać, że do końca życia będziemy robić coś, do czego się nie nadajemy. Tymczasem każdy z nas ma swoją ścieżkę, każdy jest inny i choć to brzmi banalnie – wszyscy jesteśmy wewnętrznie piękni na swój jedyny i niepowtarzalny sposób.

Nie musimy być supermanami, by być szczęśliwymi ludźmi. Nie musimy się poddawać temu, co nam się wpaja od dziecka w nieudolny sposób w imię źle pojmowanego rozwoju. Nie musimy się odczłowieczać, a powinniśmy zacząć walczyć z robotyzacją naszych uczuć i pragnień. Wyjątkowość polega na tym, że jest unikalna, a często w zagubieniu poszukujemy wzorców, które będzie można w łatwy sposób naśladować. Ze strachu przed porażką, która jest konsekwencją złego wyboru.

Złe wybory są potrzebne w życiu. Bez nich nie ma doświadczeń i przeżyć. Co ciekawsze, to właśnie one mogą zaprowadzić nas do rozwiązań o jakich się nam nawet nie śniło. Taka jest ironia losu i nie ma tu miejsca na niezaspokojoną ambicję, która podpowiada, że miało być kompletnie inaczej.

Wychodzi na to, że brak planu też jest jakimś planem, bo im mniej się spełnia tak jak sami sobie to wyobrażamy, tym bardziej to, co się dzieje jest realne i na wyciągnięcie ręki. Problemem jest potrzeba akceptacji tego, co przychodzi i odnalezienie w tym swojej drogi do szczęścia. Poczucie wpływu na to, co się dzieje zostaje zaburzone, ale czy to właśnie nie jest zderzenie się ze swoją ambicją i chęcią realizacji swojego planu „bo tak sobie to wymyśliłem!”.

Ambicja potrafi zabić radość, ale może też zmusić do twórczego myślenia. Kto, jak nie pani A. oczekuje, że znajdziemy rozwiązanie tam, gdzie nikt się go nie spodziewa? To właśnie ona pcha nas do działania. Jest jedno ale. Chora ambicja sprowadza na manowce, zawsze bez wyjątku. Pomaga osiągnąć szczyt, na którym zostajemy kompletnie sami.

Czy chorą ambicję da się wyleczyć? Szczerze powiedziawszy jedyne, co przychodzi mi do głowy to lek w postaci akceptacji siebie takimi, jakimi jesteśmy, ze wszystkimi wadami i zaletami. Nie możemy wymagać od siebie więcej niż jesteśmy w stanie dać. Życie uczy, że na różnych etapach rozwoju zmienia się również to, co mamy do zaproponowania sobie i światu. Jak mawia stare porzekadło – każdy wiek ma swoje prawa.

I tego się trzymajmy podczas poskramiania ambicji. Niech przynosi nam pożytek zamiast niezadowolenia.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Karolina

    Ładnie napisane :) Mój pęd do perfekcji zaczął mi przynosić radość dopiero wtedy, gdy uświadomiłam sobie, że nie chcę umieć wszystkiego, a rozwijać to co już umiem. Nie muszę znać mandaryńskiego i uprawiać jogi, skoro jej nienawidzę. Robię rzeczy przyjemne, które są mi dobrze znane i wykraczam drugą noga po coś nowego wtedy, gdy najdzie mnie ochota, ale wtedy nie odbiera mi radości z codziennej przeciętności. (zarymowałam, ale nie wiem jak to napisać inaczej ;p)